Shop More Submit  Join Login
About Deviant Member KrrraterOther/Poland Recent Activity
Deviant for 2 Years
Needs Premium Membership
Statistics 132 Deviations 348 Comments 1,288 Pageviews

Newest Deviations

Favourites

Groups

Activity


Krrrater otworzył leniwie jedno oko i popatrzył na wprost. Na wprost wypadało akurat lekko w dół.
- Ja latam! – Wychrypiał cicho
No tak… - pomyślał – jeszcze ktoś uzna, że zwariowałem, ale to mój pierwszy lot sterowcem. Kompletnie nic nie robię i lecę jednocześnie w powietrzu. Z Nathem zawsze lataliśmy na własnych skrzydłach, bo szkoda nam było na opłatę, a i posmak włóczęgi powodował, że czuliśmy się jak zdobywcy świata i poszukiwacze przygód… Nath… lecimy go ratować, mam nadzieję, że nic mu nie jest.
Kruk posmutniał. Świadomość, że musiał się rozstać z towarzyszem tuż po tym jak się spotkali, była dla niego bolesna. Niepokój o niego nie pozwalał mu usiedzieć w jednym miejscu, a jednocześnie zmęczenia nie pozwalało rzucić się do natychmiastowego działania. Jak przez mgłę pamiętał ciepłe ręce, które się nim zajęły, zmartwione głosy, kolejne troskliwe dłonie…
-trzeba będzie się dowiedzieć, kto się mną zajął i ładnie podziękować – zadecydował.
Otworzył drugie oko i na razie nie ruszając się z miejsca rozglądał się po sterowcu pełnym adeptów Balaur. Jedni wyglądali na przesuwający się w dole krajobraz, inni czyścili i sprawdzali broń, jeszcze inni dyskutowali w małych grupkach.  Atmosfera wyczekiwania i napięcia, jakie zazwyczaj panuje przed każdą większą bitwą, była wyczuwalna w całym sterowcu.
Krrrater spróbował rozprostować skrzydło.
-Uaaaa – skrzywił się obolały – cały zdrętwiałem, ale chyba nic sobie nie uszkodziłem. Poza wyczerpaniem i bólem mięśni jak na razie nie widzę żadnych większych obrażeń, lotki całe, ścięgna chyba też. Nie dolega mi nic, czego nie naprawiłby solidny wypoczynek.
Ptak przewrócił się na grzbiet i popatrzył w górę. Powieki powoli opadały mu na oczy. Zamrugał kilkakrotnie, próbując utrzymać je otwarte, ale przegrał tą walkę i po chwili ponownie zapadł w sen.
***
Obudził się ponownie.
Chyba pozostanę w tej postaci, bo i tak brakuje mi się na magiczne podtrzymywanie postaci ludzkiej – podjął decyzję – poza tym moje ubranie razem z całym dobytkiem zostało w Fantasme, a Nath zawsze mówił, że w śród ludzi nie wypada chodzić bez ubrania. Czy z Nathem wszystko w porządku… - jego myśli poszybowały w stronę przyjaciela, tego gdzie teraz jest, czy nic mu nie grozi, czy czeka na niego, jak szybko się zobaczą i ile czasu zajmie odbicie więźniów, czy są wystarczająco silni…
Jeśli chodzi o „silnych” właśnie w oko wpadła mu mistrzyni Notos i zagapił się jakoś tak bezmyślnie. To znaczy, wszystkie myśli odpłynęły mu powoli z głowy, poza jedną, która rozparła się na środku jego z lekka przymroczonego mózgu – Czy ona przypadkiem nie przytyła?
Przeszedł go dreszcz, jakby dotknął węgorza elektrycznego i zesztywniał. Oblany zimnym potem rozglądał się w panice dookoła, czy przypadkiem nikt nie usłyszał jego myśli. Powiedzieć coś takiego kobiecie! O Bogowie Elet! Gdyby to doszło do uszu Mistrzyni Notos! Toć to bardziej niebezpieczne niż starcie z armią Chaosa! Może lepiej udawać, że śpię i o niczym nie myślałem!
Zamknął oczy, ale jego drobnym ciałem wstrząsały dreszcze. Usłyszał, że ktoś do niego podchodzi i poczuł jak delikatnie dotyka jego skrzydeł. Z zaskoczenia otworzył oczy i zamarł wpatrzony w stojącą nad nim mistrzynię. Z galopady myśli powoli zaczęły docierać do niego kolejne wnioski..
Po pierwsze – nie przewinęło mu się przed oczami całe życie, więc nie może jeszcze umrzeć, zanim to nie nastąpi.
Po drugie – Notos nie patrzy na niego z bezmierną odrazą zarezerwowaną dla samców i winowajców, ale z troską i mimo że widać, iż myślami błądzi gdzie indziej, (co w obecnej sytuacji jest zupełnie zrozumiałe) to nawet cos spokojnie do niego mówi. Zaraz, zaraz! Co ona mówi? Krrrater skupił się.
- Odpoczywaj, potrzebny ci jeszcze wciąż odpoczynek.
Po trzecie – mistrzyni jest jedną z tych osób, które się nim opiekowały!
- Dziękuję bardzo za opiekę! – wychrypiał. Skinęła nieznacznie głowa zamyślona i poszła dalej, a kruk patrzył jej śladem uświadamiając sobie, że po czwarte, to ona wcale nie przytyła, tylko chyba spodziewa się dziecka.
- A to ci nowina – sapnął – ciekawe jak chłopaki zareagują. Jego myśli znowu pomknęły do Natha i minionych zdarzeń, a w rezultacie skłoniły go do działania. Najpierw postanowił wstać.
- Ciągle jestem jeszcze w jednym kawałku, podejrzewam, że to bardziej zasługa zjedzonej przed lotem konfitury pigwowej Babci Malwan, niż zaklęcia z księgi, która na razie przepadła z całym dobytkiem. -Na myśl o konfiturach zaburczało mu w brzuchu – Skoro już udało mi się stanąć na nogi, to pójdę i poszukam Fal, bo jej też musze podziękować za opiekę. No i może ktoś będzie miał chociaż rację wojskowych sucharów…
Przebudzenie
Kruk wraca powoli do życia i zaczyna odrabiać zaległości, mimo że poza głównym nurtem, ale ciągle gdzieś tam wegetuje.
Loading...
Chrobot i stukanie tajemniczej skrzynki, przy której majstrowali Irma, Mel i Felek spowodował, że pozostali adepci obrócili głowy w jej stronę. Nad maszyna zaczął ukazywać się ciąg obrazów. Zapatrzyli się wszyscy. Na twarzach malowały się rozmaite emocje w zależności od tego, który fragment przekazu przewijał się przed ich oczami. Zainteresowanie…, zdziwienie, że bogów było więcej niż 3… niechęć na widok Chaosa… ciekawość, jakie imię nosił piąty…
W kulminacyjnym momencie coś zgrzytnęło i przekaz się urwał. Melania zaczęła walić w urządzenie ręką (typowe działanie naprawcze). Nath syknął przez zęby – no urwać w takim momencie…
Próby naprawy przedłużały się i widzowie bezradnie zaczęli rozglądać się po bokach. Orchideę trudno było nazwać widzem, ale stała nadal zasłuchana z nieobecnym wyrazem twarzy.
- słyszycie to? – zapytała
Lukas przestał szeleścić ulotkami z poczuciem winy, że oto zrobił coś niestosownego, ale jego konsternacja nie trwała długo, bo Sam głośno krzyknął „Wszyscy, padnij!”
Zareagowali automatycznie.
Podmuch rozwiał im włosy i wydął ubrania a na głowy posypały się odłamki. Sali otuliła się skrzydłami a Lukrecja z piskiem przysiadła na podłodze.  Siła wybuchu rozerwała drzwi i kawał ściany przy nich.
John, Jarvan i Izbor stojący naprzeciwko dawnych drzwi pozbierali się z podłogi. To, co  ukazało się ich oczom zdecydowanie nie przypadło im do gustu. Z opadającego kurzu wyłoniły się postacie, na widok których szczególnie Jarvan zareagował wyjątkowo nieprzychylnie.
Twarze piątki osób, które wdarły się do pomieszczenia, niektórym wydały się jakby znajome, jakby już gdzieś wcześniej ich widzieli… może jakby na listach gończych… Byli i tacy, którzy zdawali sobie sprawę z tego, że stoją naprzeciw silnych przeciwników – Generałów Chaosu.
W pierwszej chwili rozkaz wydany przez stojącego na przodzie mężczyznę pozostałej widocznej czwórce, że mają związać liczniejszą grupę wydał się adeptom żartem – no jak to? Jest nas więcej, więc mamy przewagę liczebną? Ale po chwili za ich plecami zamajaczyły czekające oddziały wrogiej armii a magiczne więzy emanujące mroczną aurą zaczęły oplatać ich swoimi mackami. Podkradały się ze wszystkich stron, odbierały siłę i wysysały energię. Ci, których dopadły pierwszych próbowali z nimi walczyć, szamotać się, ale magia była zbyt silna i unieruchamiała jednego po drugim.
Nathaniel szeptem wydał polecenie krukowi, żeby zmienił postać i spróbował wymknąć się, aby sprowadzić pomoc. Krrrater nie raz robił już coś takiego, kiedy w przeszłości ładowali się w rozmaite kłopoty, ale tym razem odczuwał wewnętrzny opór.
Nie chcę, dopiero co się spotkaliśmy i nareszcie jesteśmy razem! Nie chcę, jestem adeptem Fantasme College, powinienem walczyć razem z przyjaciółmi! – Wszystko to kłębiło się w nim i krzyczało, ale wystarczyło spojrzenie poważnych oczu Natha, żeby cichutko i powoli, bez zwracania na siebie uwagi zmienił postać i wtopił się w otoczenie.
Jestem tylko kamieniem, leżącym tu sobie kamieniem, niejadalnym Irmo kamieniem, zwykłym, nieprzyciągającym uwagi kawałkiem gruzu… - myślał. Jego czarne pióra ubrudzone kurzem i pyłem straciły swój normalny połysk i faktycznie zlewały się w półmroku z resztą śmieci zaścielających podłogę.
Nathaniel wygasił magiczne światełka i poruszył się ściągając uwagę na siebie.
-turlu, turlu… - pomyślał kruk koziołkując po ziemi i starając się jak najbardziej przypominać potrącony przypadkiem kamień. Zatrzymał się pod ścianą.
Zamieszanie na środku wybuchło z nową siłą, kiedy Amarie wpadła w łapy Daltona i stała się zakładnikiem. Krrrater korzystając ze skupienia uwagi zebranych na tej dwójce dostał się  pod sztandar Milzis i zamarł. Serce łomotało mu w piersi. Wczepiwszy pazury w nierówności ściany przywarł grzbietem do zimnych kamieni, starając się rozpłaszczyć jak najbardziej i wpasować w niewielką wyrwę po ukruszonym murze. Niemal nie oddychał, by przypadkiem nie poruszyć zetlałej tkaniny sztandaru dotykającej jego piersi.
-O najdrożsi Bogowie Elet! O wszechmocni Milzisie, Esfinge i Balaurze miejcie ich w swojej opiece! Błagam, niech będą bezpieczni! Niech nic im się nie stanie! Wszystkie smoki ognia, wody i powietrza czuwajcie nad Nathanielem i jego towarzyszami! – modlił się bezgłośnie, rozszerzając  następnie panteon bóstw, duchów i istnień, które prosił o przychylność dla swoich przyjaciół o każde imię wygrzebane z pamięci, wyczytane czy usłyszane w rozmowach o światach czy rasach, z jakich pochodzili członkowie trzech gildii. Pochodząc ze świata zwierząt, zdawał sobie sprawę, że tylko całkowity bezruch i cierpliwość pozwalają przekonać łowcę, że nikogo nie ma w pobliżu. Tak często złudne uczucie bezpieczeństwa, że oto jest po wszystkim powodują zdradzenie obecności ofiary przed doświadczonym myśliwym. Dlatego właśnie trwał w bezruchu, mimo że dawno już wyprowadzono z komnaty związanych adeptów i dawno opadł kurz wzniecony ich stopami. Mimo, że korciło go, żeby podążyć za wszystkimi i zobaczyć gdzie ich zabrano, wiedział, że jeśli dałby się głupio złapać przez zwykłą ciekawość, nie mógłby spojrzeć Nathowi w oczy.
- Trzeba zachować spokój i cierpliwość – powtarzał sobie – Co robić? Co robić? Kogo najpierw zawiadomić? Powinienem poinformować dyrektora? Tylko gdzie on teraz jest? Trzeba dać znać do gildii i zorganizować odsiecz. W Wielkiej Kordurze zostało niewiele osób, bo prawie wszyscy ruszyli przez wrota, ale są mistrzowie. Najmniej przyszło z Meldrinu, więc tamta ekipa powinna być najsilniejsza, a poza tym to gildia wojowników i jest z nimi dużo mistrzów, oni powinni stanowić trzon ekspedycji ratunkowej. No tak, ale do nich jest daleka droga. Najbliżej chyba do Felhahorii, więc dotarłbym tam najszybciej, a widać było, że Generałowie Chaosu władają silna magią, więc potrzebujemy koniecznie dobrych, silnych magów, żeby mieć wyrównane szanse. Co się stało z tymi, którzy zostali w Fantasme, skoro teraz panoszy się tu armia Chaosu? - wszystkie te myśli gorączkowo galopowały mu w głowie.
Czas płynął niespiesznie. Krrraterowi wydawało się, że spędził w kryjówce miesiące czy lata, podczas gdy w rzeczywistości były to jakieś dwie godziny. Kiedy rozpłynęły się resztki obcego mroku i w powietrzu nie było czuć już ani odrobiny napięcia, kruk wydostał się spod chorągwi i sfrunął na ziemię. Czujny, zwarty i gotowy nie zmieniając postaci, by w każdej chwili móc poderwać się do lotu, analizował otoczenie. W razie czego będę udawał zwykłego ptaka - postanowił – z kruków mało kto robi pieczyste, więc nie powinienem przyciągać nadmiernej uwagi. Co prawda obecność zwykłego ptaszydła w podziemiach może wydawać się nieco podejrzana, ale gdybym udawał nietoperza, byłbym jeszcze mniej wiarygodny…
Jego wzrok zatrzymał się nagle na znajomym, zielonym, kropkowanym tobołku. Tobołek z  całym jego majątkiem nie czuł się specjalnie samotny, bo jedną łapka ściskał go siedzący na ziemi mały golem.
Kruk podszedł do niego.
- dobrze, że tu jesteś – ucieszył się – może mi się przydasz…
Miał ochotę wysłać go z dobytkiem na ul. Pumexa 26, żeby poczekał, aż kiedyś wrócą, ale zdał sobie sprawę, że golem wędrujący z zielonym tobołkiem zbyt przyciągałby uwagę. Tobołek trzeba zostawić – westchnął – może kiedyś go odzyskam – pocieszył się. Wyciągnął księgę z łatwymi zaklęciami i zaczął ją kartkować, wyjadając jednocześnie wszystkie zapasy na „czarną godzinę” jakie miał zapakowane (czarna godzina chyba właśnie nadeszła). Znalazł dwa w miarę przydatne zaklęcia, z których jedno miało coś wspólnego ze zwiększaniem szybkości, a w drugim chodziło o zwiększenie wytrzymałości i powtórzył kilka razy oba w pamięci, tak na wszelki wypadek, gdyby miał z któregoś skorzystać. Oddarł kawałek starej ulotki i nabazgrał na nim „Generałowie Chaosu uprowadzili adeptów FC” a następnie złożył w małą kosteczkę.
- Słuchaj mnie teraz uważnie – powiedział do golema – wiem, że nie możesz mówić, dlatego daję ci bardzo ważną kartkę – włożył mu do łapki zwitek papieru – pilnuj tego i daj tylko jednej osobie  - tu opisał Dyrektora McKenize, tak dokładnie, jak tylko potrafił. – Przeszukaj wszystkie pomieszczenia, do których da się wejść i kieruj się w górę. Jeśli ktoś cię zauważy, a nie będzie to ta osoba, usiądź na ziemi, zwiń się w kłębek i czekaj aż sobie pójdzie. Jeśli znajdziesz dyrektora, to daj mu kartkę i zostań z nim. Rozumiesz?
Golem pokiwał głową.
-Ruszysz stąd jakieś dwie godziny po mnie.
Golem znowu pokiwał głową.
-Nie mam bladego pojęcia czy golemy znają się na odmierzaniu czasu – westchnął  - może tu błądzić miesiącami, może na nikogo nie trafić, ale jeśli istnieje choć cień szansy, że poinformuje kogoś co się z nami stało, gdyby mnie nie udało się sprowadzić pomocy, to warto zaryzykować.
Strząsnąwszy resztki okruchów z piór, kruk wyprostował się i ostrożnie krok za krokiem zagłębił się w korytarz. Po chwili zniknął golemowi z oczu.

Krrrater postawiwszy na swoje zwierzęce instynkty czujnie przemierzał korytarze. Gdyby leciał, było by szybciej, ale latanie w tunelach nie jest najlepszym pomysłem, podczas gdy piesze przemieszczanie dawało czas na sprawdzenie co znajduje się „za zakrętem” i w związku z tym dawało większe możliwości w uniknięciu niechcianego spotkania. Podążał śladem butów odbitych w kurzu (że też Pimpek nie sprzątał dokładnie w kazamatach…) i słabym zapachem przyjaciół unoszącym się jeszcze w powietrzu.
Wydostał się już z podziemi i sytuacja nieco się skomplikowała. Zabrakło kurzu (nigdy nie spodziewał się, że będzie za nim tęsknił), a świeże powietrze przynosiło zbyt wiele różnych zapachów (nie był w końcu psem, więc zgubił trop). Część zamku, w której obecnie się znajdował była mu już znajoma. Najwyższa pora podjąć ostateczna decyzję czy ruszyć do gildii Balaura czy Milzisa, bo leżały w przeciwnych kierunkach. Zamyślił się – powinienem jeszcze raz spojrzeć na mapę – postanowił.
Coś niebieskiego majtnęło mu przed nosem.
Zesztywniał.
Chwilę, to coś znajomego.
- Demachosie! – rzucił się w stronę kota -   Powiedz, że założyłeś tu podziemny ruch oporu i masz silna grupę ludzi gotowych na wszystko!
Demachos spojrzał na niego z politowaniem.
- No tak, nie panoszyłaby się tu armia chaosu, gdyby tak było.
Przemykali wspólnie do sali z dużą mapą Elet wymieniając informacje. Kruk streszczał co przydarzyło im się w podziemiach, Dem podzielił się informacją o wyczuciu otwarcia magicznego przejścia na terenie zamku. Prawdopodobnie więźniów zabrano w inne miejsce.
Mapa, była nieubłagana. Odległości były takie, jakimi pamiętał je kruk – no trudno. Droga do Meldrin była najdłuższa i najcięższa, ale zaprawieni w bojach członkowie tej gildii stanowili najlepszą drużynę ratunkową, jaka przychodziła mu do głowy. Szkoda, że nie mógł się rozerwać, bo drużyna magów, pod względem przydatności ustawiała się tuż za nimi. Tęsknił za logiką i strategią esfingowców, ale raz, że było ich w osadzie za mało a dwa, że równie daleko, co do balaurów i spadali przez to na trzecią pozycję jako cel. Ech… przyjaciele…
Uśmiechnął się na myśl o przyjaciołach, przecież włóczył się tu po okolicy i poznał sporo zwierząt, powinien znaleźć kogoś szybkiego i zaufanego, komu będzie można powierzyć ważne zadanie.
Rozejrzał się w poszukiwaniu kawałka papieru, na którym napisze list do mistrza Neatha. Nic nie było. No może poza książką leżącą na stoliku pod oknem. Krrrater zdesperowany przekartkował ją aż znalazł mniej zapisana stronę.
– Nie ma rady, trzeba udrzeć kawałek – ręka mu zadrżała na myśl o reakcji Dyrektora na profanację „Historii Fantasme” . Wzniósł oczy ku niebu – Niech bogowie maja mnie w swojej opiece – wyszeptał i wydarł całą kartkę – potem ją odzyskam i tu wkleję – obiecał gdzieś w przestrzeń i zabrał się za pokrywanie jej drobnym pismem. Pisał o Generałach Chaosu, pojmaniu adeptów i zabraniu ich przez magiczny portal w nieznane miejsce. Błagał o pomoc i poinformowanie mistrzów z Wielkiej Kordury. Następnie zwinął kartkę w rulon, wziął w szpony i zeskoczywszy z parapetu wzbił się w niebo, rzucając tylko przez ramię do Demachosa
- trzymaj za mnie kciuki!
W locie w kierunku plaży krzyczał na całą okolicę, tak by słyszały go wszystkie pobliskie ptaki
-Krrra! Sprowadźcie mi natychmiast jerzyka Lotkę! Krrra!
Lotka był mody, szybki, zwinny i rządny przygód, a poza tym czuł respekt przed większym ptakiem i miał u Krrratera dług wdzięczności, gdyż ten wyniósł go na grzbiecie w powietrze, kiedy jako młody ptak nie mógł poderwać się z ziemi po przymusowym lądowaniu.
W krótce jerzyk unosił się w powietrzu przy kruku.
- mam dla ciebie ważną misję! To sprawa życia i śmierci. Weź ten papier i zanieś na wyspę Raethen do Felhahorii do takiego czarnowłosego i czarnookiego mistrza, który unosi się w powietrzu.
-śrii – ćwierknął Lotka i uczepił się kartki papieru, by wystartować z nią od razu, gdy Krrrater wypuścił ją ze szponów.
-No to teraz na mnie pora. – Kruk wypowiedział zaklęcie wzmacniające wytrzymałość (oryginalnie miało trzymać zaklinaną rzecz w jednym kawałku i nie dać się jej rozsypać) – przyda się, bo nie zamierzał robić zbyt wielu postojów, tym bardziej, że najkrótsza droga na Felrennore w dużej mierze biegła nad wodami, a warunki atmosferyczne nad samą wyspą nie należały do przyjemnych. Po pomoc należało dotrzeć  jak najszybciej, nie bacząc na koszty.
***
W Osadzie Balaur jak zwykle prószył śnieg. Potwornie zmęczony i zesztywniały Krrrater wypatrzył ciemna postać hasającą po śniegu. Zanurkował w stronę Fal i uczepiwszy się jej wychrypiał
- Generałowie Chaosu porwali Irme i Natha! Trzeba ich ratować! Tylko nie zapomnijcie zabrać mnie ze sobą…
I zasnął.
W potrzasku
Tak więc Kruk niezwłocznie zabrał się za wyznaczoną misję... ufff
Wybaczcie niedociągnięcia, ale nie chciałam przedłużać i wrzuciłam od razu, bez korygowania tekstu po dniu przerwy
Loading...
Nathaniel z towarzyszkami wynurzył się z tunelu stając u progu jakiejś wielkiej pieczary.         Ciemno…- pomyślał. Korciło go, żeby oświetlić sobie drogę smoczym ogniem, ale licho wie co to za pomieszczenie i czy otwarty ogień nie narobi im kłopotu, nie spowoduje pożaru, nie da iskry do wybuchu… - lepiej być ostrożnym w nowym miejscu. Czując, że wraca magia, razem z Lukrecją zapalili magiczne świetliki, aby choć odrobinę rozświetlić pomieszczenie i zobaczyć gdzie się znajdują (ilość światła dla Orchidei nie miała żadnego znaczenia). Kiedy oswajali oczy z półmrokiem,  w oddali zapaliło się światełko zabarwione na czerwono, za chwilę z innego kierunku zaczęła rozjaśniać się żółtawa poświata. Trzy kolory jak trzy gildie – jak nostalgicznie – pomyślał.
Magiczne światło wypuściło ich ze swoich objęć. Panował półmrok, a z oddali dobiegał mechaniczny stukot. Krrrater z Johnem  zobaczyli przed sobą plecy gildiowych towarzyszy, którzy pokonali most przed nimi i teraz  oświetlali sobie drogę żółtym światłem olejnych lamp. Ciekawski kruk przepchnął się do przodu, żeby zobaczyć gdzie znaleźli się tym razem i co ich czeka za zadanie. Komnata była ogromna i wysoko sklepiona. Na środku leżała sterta czegoś zasłaniająca widok, ale gdzieś tam po bokach przebijała się poświata – z jednej strony czerwona, a z drugiej niebieskawa.  Krrrater zagapił się. Nath…-wyszeptał, a następnie z głośnym okrzykiem „Nath! Nath!” rzucił się przed siebie, porzucając tam gdzie stał swój tobołek z przywiązanym do niego golemem i nie oglądając się nawet na Johna.
Nath drgnął, gdy ciszę groty rozdarł dobrze znajomy głos wołający jego imię i tupot małych stóp. Uśmiechnął się od ucha do ucha i rozłożywszy szeroko ramiona odwrócił się w stronę głosu, by po chwili złapać w objęcia Krrratera, który rzucił mu się na szyję wciąż wykrzykując radośnie jego imię.
Szczęśliwi witali się przez jakiś czas obejmując się, poklepując po plecach i próbując gadać jeden przez drugiego zupełnie nie zważając ani na otoczenie, ani na pozostałych towarzyszy, którzy po długim okresie niewidzenia również witali się radośnie lub dopiero poznawali, bo do rozrzuconych po Elet gildii wciąż napływali nowi adepci.
Kiedy emocje nieco opadły i ustalili, że dokładniejsze opowieści nastąpią „za chwilę”, kiedy przywitali się już z każdym znajomym, (który wynurzył się z półmroku) wymienili okrzykiem pozdrowienia , pomachali sobie rękami i poznali nowych najbliżej znajdujących się adeptów, coraz większą uwagę zaczęło przyciągać miejsce, w którym się znaleźli.
Pomieszczenie było ogromne i strzeliste. Nie była to naturalna grota, ale komnata zbudowana ręką ludzką (no dobra, może nieludzką, lub niekoniecznie ręką, ale zdecydowanie zbudowana). Czuło się w powietrzu zapach kurzu , wilgoci, butwiejącego drewna i starego kamienia (jak zapewne dodała by Irma). Mimo braku okien nie czuło się stęchlizny charakterystycznej dla piwnic czy lochów, ale coś co od razu nasuwało myśl, że to miejsce jest stare.
- Trzeba się tu dobrze rozejrzeć, ale musze wrócić po mój bagaż – stwierdził Krrrater – gdzieś tam go rzuciłem, a ponieważ to cały mój majątek, to nie chcę go stracić.
Droga, którą ruszyli, zawalona była różnymi kłodami. Ale zaraz? Kłodami? Kruk potknął się i rymsnął na ziemię jak długi. Nathaniel przyjrzał się porozrzucanym wszędzie… kościom. Zdecydowanie to były ogromne, stare kości – jakby znajome. Wysłał jedną z świecących kul nad zwałowisko.
-Smok…
- Aaa, gdzie!? – Kruk poderwał się na nogi i nawet nie otrzepując, rozejrzał się nerwowo dookoła.
- To kości smoka. Wielkiego, potężnego, starego smoka. Ciekawe czy kiedyś też urosnę taki ogromny… - zamyślił się mag.
- No co ty, wiesz ile wydalibyśmy na dom o odpowiednim metrażu! Nie rośnij aż taki duży – zaniepokoił się ptak – będziemy mieli problem z prowiantem ,  chyba nie chcesz pozbawiać mnie obiadu!
Kawałek dalej stał golem trzymający w łapkach zielony węzełek w grochy.
-A, jest! – Ucieszył się Krrrater.
-Hmmm… a to jest…? – Zawiesił głos Nath
- To golem, którego wycyganiłem od Johna – fajny, co nie?
- A po co ci golem?
- No wiesz… jest mniejszy ode mnie…, mógłby sprzątać…
- No rozumiem – jest mniejszy od ciebie – Nathaniel roześmiał się.
Kruk narzucił tobołek na plecy, a golem podreptał za nim. Zaczęli okrążać stertę kości zawalającą środek pomieszczenia.
- Ciekawe gdzie trafiliśmy?
Oczy przyzwyczajone już do półmroku wychwytywały z otoczenia coraz więcej szczegółów.
-O patrz – powiedział Nath – tam na ścianie, czy to nie jest czasem wypłowiały herb  Milzis? Wydaje mi się, że widzę zarys lewiatana.
- Te pozostałe strzępki to pewnie pozostałości po flagach z herbami pozostałych gildii
-Tam są zamknięte drzwi – to pewnie wyjście stąd, trzeba będzie je jakoś otworzyć!
- A co tu zalega pod ścianami? Zobacz, to te stare ulotki, trochę się rozpadają, ale właśnie jedna z takich przywiodła nas do Fantasme!
-Kto u licha może trzymać sterty starych ulotek Fantasme w piwnicy?
Spojrzeli po sobie
-Fantasme College! – Wykrzyknęli równocześnie.
- Juuu huuu! Jesteśmy w Fantasme! – Kruk skakał dookoła Nathaniela ( a golem dreptał spokojnie za nim, co łącznie dawało dość śmieszny efekt). W środku Nath wykonywał swój własny taniec radości.
Wśród innych adeptów też dawało się dostrzec poruszenie, kiedy jeden po drugim zdawali sobie sprawę gdzie są.
-No to teraz na górę i do domciu – oznajmił zadowolony kruk, kierując się w stronę zamkniętych drzwi.
- Nie tak szybko – Nath chwycił go za chabety i przytrzymał. – Popatrzmy najpierw na to – wskazał ręką na stertę smoczych kości, między którymi stała jakaś skrzynka, nad którą pochylali się Irma, Mel i Felek.
Reprezentanci swoich gildii majstrowali przy skrzyni trzymając w dłoniach świecące klucze. Nathaniel lubiący zagadki podszedł do nich i zajrzał im przez ramię. Chwile przyglądał się ich poczynaniom i prawdę mówiąc świerzbiły go ręce, żeby wziąć bardziej aktywny udział, ale stwierdził, że nic tu po nim skoro nie ma klucza i zostaje im cierpliwie poczekać na otwarcie skrzynki i drzwi, bo otwieranie ich siłą na pewno nie spodobałoby się Dyrektorowi (nie wiadomo, jaką by dał karę za niszczenie mienia college’u). Przykucnęli z krukiem nieopodal, rozkładając na brudnej posadzce mapkę Elet. Myślę, że jesteśmy tutaj - Nath dotknął palcem mapy uśmiechając się przy tym radośnie.
Adepci wszystkich gildii powoli zaczęli gromadzić się razem w jednym miejscu, a początkowy szmer ich rozmów stawał się z czasem coraz głośniejszy.
Czekali…
Komnata smoka
Collab: tekst: :iconkrrrater:
ilustracje: :iconakira789: fav.me/d7x51fh
Loading...
Kruk  Expression Meme by Krrrater
Kruk Expression Meme
Tak właśnie, naturalny wyraz twarzy Krrratera (wersji ludzkiej, bo krucza mogłaby być dla niewyspecjalizowanych trudna do interpretacji) to "zadowolony idiota"
Loading...

deviantID

Krrrater's Profile Picture
Krrrater
Krrrater
Poland
Kruk Nathaniela
:iconfantasmecollege:

co do tagowania:
"Własnie tym zajmowała sie Katherine."
Interests
Kruk postanowił podjąć wyzwanie Actimela - co z tego wyniknie to się okaże, tylko nie bijcie kruka i bądźcie dla niego wyrozumiali...

AdCast - Ads from the Community

×

Comments


Add a Comment:
 
:iconvampire-of-shade:
Vampire-of-shade Featured By Owner Dec 14, 2013
i1.kwejk.pl/site_media/obrazki… No o kim mogłam pomyśleć w pierwszej chwili? ;)
Reply
:iconkrrrater:
Krrrater Featured By Owner Dec 14, 2013
:) a co? kruki garną się do wiedzy
Reply
:iconkruczka:
Kruczka Featured By Owner Sep 21, 2013  Hobbyist Traditional Artist
Wszystkiego najlepszego! :D
Reply
:iconkrrrater:
Krrrater Featured By Owner Sep 21, 2013
a dziękuję :)
Reply
:iconakira789:
akira789 Featured By Owner Jan 29, 2013  Hobbyist General Artist
Dostajesz taga [link]
(możesz zrobić krrraterem >u> )
Reply
:iconakira789:
akira789 Featured By Owner Oct 1, 2012  Hobbyist General Artist
Tag :) [link]
Reply
:iconakira789:
akira789 Featured By Owner Aug 27, 2012  Hobbyist General Artist
za fava dziękuję.....i możesz sobie ustawić jako ID jak chcesz =u=
deviantART muro drawing Comment Drawing
Reply
:iconszarosen:
szarosen Featured By Owner Aug 18, 2012  Hobbyist Digital Artist
chcę komiks jak krater spotyka pchlarza (bestianowego wilka) ;_____; dało by się zrobić? *vvv*

(jestem skrytą fanką kratera tak btw >w< <3 )
Reply
:iconkrrrater:
Krrrater Featured By Owner Aug 18, 2012
kruk troche się boi większych stworzeń, ale pewnie się w końcu spotkają :)
Reply
:iconszarosen:
szarosen Featured By Owner Aug 18, 2012  Hobbyist Digital Artist
<3
Reply
Add a Comment: