Shop Mobile More Submit  Join Login
About Deviant KrrraterOther/Poland Recent Activity
Deviant for 3 Years
Needs Core Membership
Statistics 150 Deviations 424 Comments 1,614 Pageviews

Newest Deviations

Favourites

Groups

deviantID

Krrrater's Profile Picture
Krrrater
Krrrater
Poland
Kruk Nathaniela
:iconfantasmecollege:

co do tagowania:
"Własnie tym zajmowała sie Katherine."
Interests

Activity


Dziewczyna drgnęła i wstała szybko - Bardzo przepraszam za ich bezczelne zachowanie... proszę konsekwencje wszelkie przenieść na mnie.
- Tak jest, już wychodzimy – Quin pokłonił się nisko - przepraszam za to fatalne nieporozumienie. Nie, jeśli ktoś tu jest winien to ja. Proszę o wybaczenie.
-Tak jest. – Nath chwycił kruka wyrywając go z rąk Quina i ruszył ku wyjściu trochę sztywnym, zamaszystym krokiem - Szanowny panie rektorze, dziękujemy, że zgodził się pan nas wysłuchać i przepraszamy za to niestosowne zachowanie. Proszę nam wybaczyć. – Ukłonił się, odwrócił z powrotem do drzwi i wyszedł. Krrrater w jego rękach pufnął i przemienił się w ptaka.
Rektor poprawił płaszcz i wyszedł z gabinetu, poczekał na Orchidee aż wyjdzie, aby zaprowadzić ją do biblioteki. Kiedy się oddalili Mino machnął na Natha, Quina i Kruka ogonem, żeby szli za nim.
- Panowie, wychodzimy – rzucił Quin i ruszył za kotem pilnując by kruk też poszedł.
Kot zadowolony z draki szedł przodem, ale wcale nie do wyjścia, tylko w inny korytarz niż ten, z którego przyszli. Nathaniel ruszył za Quinem sztywnym krokiem, nawet nie spojrzawszy na kruka. Ten ostatni dreptał smętnie na ptasich nóżkach. Wszyscy się na niego nie wiedzieć czemu wściekli. Co złego było w smoczych pornach? Nath z Lucasem wydawali się nimi zainteresowani, to studenci tej akademii pewnie też by się ucieszyli ze zwiększenia księgozbioru… Może Nath się wścieka, bo wcale nie chciał zmniejszać swojej kolekcji, mimo, że i tak leży utknięta w najdalszym kącie i się kurzy… poza tym ukradziono książkę, którą chciał przeczytać, takie życie to o kant tyłka potłuc...
- Gdybym miał nogę, to bym kopnął to ptaszysko – odezwał się znowu Labrys z pleców swojego właściciela. Kruk spojrzał na niego i go zignorował.
- Cóż, to jednak była 9 dzisiaj, a nie 5 -stwierdził wesoło Mino, prowadząc ich w jakieś dziwne miejsce. Nath po chwili zorientował się, że może niekoniecznie kierują się w stronę wyjścia. Zerknął zaciekawiony na kota, ale nic nie powiedział. Quin wyjątkowo zgadzał się z Labrysem, ale nie skomentował tego, za to zapytał;
- Gdzie nas prowadzisz kocie?
- A gdzie chcieliście iść? – kot uśmiechnął się szelmowsko.
-Do biblioteki –mruknął wlokący się na końcu kruk. Wiedział, że mają ochotę go udusić. „A bo to pierwszy raz w życiu?” – pomyślał.
- uvu hihi
Nathaniel doszedł do wniosku, że coraz bardziej ten kot przypomina mu Demachosa, hmmm, może to u nich rasowe? Już trochę przeszła mu początkowa złość na kruka, a zastępować ją zaczęło szczere zainteresowanie zamiarami kocura. Ten zaprowadził ich w ślepy zaułek, a potem usiadł i zapatrzył się w ścianę na chwilę.
- Czy to jakieś sekretne przejście? – zapytał Quin.
Mino odkręcił się przez ramię - Yep, Nawet mogę was nauczyć jak z niego skorzystać.
-To ładnie prosimy – Krrrater wyszczerzył się w stronę kota.
Nath przyjrzał się ścianie, po czym przeniósł wzrok na kota - Co mamy zrobić?
- Trzeba rozwalić ścianę? – zapytał Labrys z nutą nadziei.
- Obiecaliśmy nic tu nie psuć – prychnął na niego kruk.
Nath też zerknął w stronę głosu - Nie sądzę, aby rozwalanie czegokolwiek pozwoliło nam zjednać sobie przychylność rektora.
- Niiieeee, za dużo bałaganu potem do sprzątania - przeciągnął się Mino
-To mechanizm, czy portal magiczny? -  w Krrraterze odezwała się żyłka naukowca.
- Wiecie, to stary budynek, czasem trzeba podeprzeć ścianę... – Kot mrugnął do nich okiem, wstał i podlazł do ściany, opierając się o nią bokiem i Fooomp!, niczym peron 9 i ¾, ściana go wciągnęła. Quinowi wyrwało się krótkie „Aha”, po czym poszedł i spróbował przejść tak samo jak kot. Kruk ucieszył się, w końcu tajemnicze przejścia do biblioteki są fajne i też spróbował. Nathaniel jako ostatni podszedł zaciekawiony do ściany.
- Ciekawe jak to cholerstwo działa...
Mino czekał na nich po drugiej stronie - No dobra, to teraz mały układzik. - zatarł łapki - Albo mi przynosicie za każdym razem jak tu się macie zamiar pojawić rybnoga, albo nakabluję rektorowi.
-Kolor obojętny? – Kruk od razu postanowił wejść w ten biznes. Zasady w zwierzęcym świecie zawsze wydawały mu się bardziej przejrzyste i zrozumiałe niż w ludzkim.
- Na co nakablujesz? Że tu przyszliśmy? – zareagował na mały szantaż Quin.
- Dokładnie tak. - nie żeby fakt, że sam ich tu przyprowadził, stanowił dla niego jakiś problem - I może być zielony. – odpowiedział Krrraterowi.
- Rybnoga... brzmi nieźle – kombinował Nath - Powinno się nam udać trochę dla ciebie zdobyć. – uśmiechnął się do siebie na myśl, że będą mogli wejść do biblioteki.  Glejt to może nie jest, ale zawsze coś.
-Jak mamy się z tobą skontaktować jak przyjdziemy z rybnogiem? Nie wiem czy z takim dodatkiem strażnik nas wpuści do akademii – dopytywał kruk, oczami wyobraźni widząc reakcję mundurowego, kiedy następnym razem pojawi się przed nim z rybnogiem na sznurku…
- Rybonóg za wejście do biblioteki. Mi to pasuje. Czy rybonóg, to ryba z nogami? – Quin też przemyślał propozycję, ale nie do końca wiedział, czym jest omawiana „jednostka wymienna”.
- Dokładnie tak – odpowiedział mu Nath, któremu już wcześniej zdążyło się łapać te stworzenia.
- Tak i niestety metalożerna – dorzucił kruk.
- Nie byłeś nigdy nad morzem? – Nathaniel zwrócił się do Quina - My z krukiem już mieliśmy z takimi do czynienia.
- Ze mną wszędzie was wpuszczą – uśmiechnął i oblizał się Mino - No to decydujcie się szybko, bo jeszcze nie wyrobiłem dzisiejszej normy kablowania na ludzi.
-Ok, rybnogi za wejście - Krrrater wyciągnął skrzydło do kota dla przypieczętowania umowy.
- Mówisz masz. Załatwimy Ci tego rybnoga. W grę wchodzą jakieś inny ryby? – Quin wolał zostawić sobie jakąś alternatywę, gdyby okazało się, że polowanie na metalożerne ryby z nogami nie należy do jego ulubionych zajęć.
-Hmmmm… Mogą być, ale nie kombinujcie z jakimiś flądrami. Mają być dobre, świeże rybki, a nie taniocha – kocur po namyśle wyraził zgodę.
- To uczciwy układ. Ile osób wie o tym przejściu?
- Dwie – Mino popatrzył na nich- ... 5… I może jacyś studenci, ale pewnie wchodzili tutaj po pijaku i rankiem nie wiedzieli jak trafili do biblioteki.
-I na razie niech tak zostanie - mruknął kruk pod nosem.
- Dobrze. W takim razie za każdym razem, kiedy będziemy chcieli skorzystać z biblioteki, przyjdziemy ze świeżutkim rybnogiem wprost do ciebie. Stoi? – upewnił się Nath, w myślach modląc się, żeby to wystarczyło dyrowi.
- Ehe … Tylko nie gryzdajcie po książkach i nie zniszczcie niczego, bo mnie rektor wyrzuci. – zastrzegł kocur - Znaczy mnie nie wyrzuci, ale do tej pory doprowadzałem go tylko do 9 na jego skali irytacji i nie chciałbym sam spowodować 10.
- To się rozumie samo przez się, żadnego niszczenia księgozbioru – żarliwie zapewnił półsmok.
- Książki to żadne wyzwanie, za łatwe do niszczenia. – Labrys potraktował zbiory z wyższością.
- Gdzież byśmy mieli niszczyć coś takiego jak książki - oburzył się kruk. Kochał książki i ich niszczenie uważał za świętokradztwo.
-No to zwiedzajcie, czy coś - stwierdził Mino i polazł między półki biblioteki, gdzie zniknął.
Zostali w bibliotece sami. No może nie całkiem sami, bo na różnych piętrach biblioteki kręcili się jacyś studenci, ale sami byli w tej części i nikt nie zwracał na nich uwagi.
-To może poczekamy na Orchidee przed wejściem?  -zastanawiał się Krrrater.
- No właśnie... co teraz? – Nathaniel tez poczuł się z lekka zagubiony.
-Chociaż jak tu jesteśmy, to możemy się trochę rozejrzeć.  Tylko żeby nie wpaść na rektora… - postanowił kruk.
W tym samym czasie Orchidea westchnęła cierpiętniczo i poszła za rektorem, kurczowo trzymając się trasy i krocząc za jego, dobrze zapamiętaną aurą.
- Naprawdę bardzo przepraszam za moich towarzyszy... są trochę nieokrzesani, brak im ogłady i potrafią być kłopotliwi, ale na pewno nie chcieli pana urazić. Czy mogłabym zrobić coś, by jakoś zadośćuczynić panu strat moralnych i problemów?
- Najlepiej, żeby już pani nic nie mówiła i nic nie proponowała. -  Rektor miał już dosyć. Zszedł na dół na główną salę z fontanną i do dębowych drzwi biblioteki, po czym wyciągnął klucz i otworzył je. Odsunął się, żeby dziewczyna mogła wejść pierwsza. Orchidea zwiesiła tylko głowę i weszła do środka. Nie miała siły już dyskutować z rektorem, czuła się jakby kompletnie zawaliła to zadanie. Rektor wszedł za nią i zamknął drzwi.  Gdyby na jej miejscu był ktoś inny, widok pomieszczenia na pewno wywołałby w nim respekt. Biblioteka była wysoka na cztery piętra, szeregi ogromnych regałów wręcz przytłaczały. Pod ścianą rozciągał się balkon, na którym znajdowały się ławy i stoliki do czytania. Orchi mogła tylko poczuć, że jeszcze ktoś ją obserwuje i to na pewno nie był rektor, który teraz prowadził ją w głąb biblioteki, szukając wiadomego tylko sobie miejsca. Dziewczyna szła za nim, ale skupiała się też na wyczucia źródła dręczącego ją niepokoju. Starając się nic po sobie nie pokazać, omiatała swym wewnętrznym okiem magiczną przestrzeń. Energia dobiegała z góry. Uniosła głowę, a właściciel energii nagle się poruszył, jakby chciał się za czymś schować. Rektor idący przodem skręcił w alejkę i przystanął – hmm - sięgnął ręką po księgę i przewertował kartki - Tak... To ta.  - odwrócił się do Storczyka - Coś się stało? – zapytał, widząc, że się rozgląda.
- Nie... tylko oglądam energię tutejszego miejsca. – odparła. Trudno jej było się skupić na książce, ale spróbowała odszukać nić łączącą ją z Malikiem, nić ta była bardzo leniwa i niechętna do współpracy.
Rektor ściągnął brwi -... Więc będziesz w stanie znaleźć po tym rysunku sprawcę, tak?
– Tak... już ją widzę. Rozpoznam ją, dziękuję za książkę.  - Przekazała mu tom pieczołowicie z powrotem. Rektor odebrał go z jej rak i odłożył na miejsce.
-Doskonale. Jak go odnajdziecie... - wyciągnął papier i pióro, coś zapisał i włożył do jej ręki karteczkę - Przekażcie mu to. Jak skończycie z zadaniem, to zapraszam z powrotem.
Orchidea schowała ją do torby - Dziękuję. Na pewno go odnajdę.
-W takim razie odprowadzę panią do wyjścia. Chyba, że jeszcze pani coś potrzebuje wiedzieć.-  to mówiąc Suspiria spojrzał na nią spod okularów.
- Nie, w tej sprawie to wszystko. - podziękowała skinieniem głowy. W czasie powrotu w stronę drzwi znów spojrzała w miejsce, z którego wyczuwała wcześniej spojrzenie. Pomachała nieśmiało i posłała łagodny, ciepły uśmiech. Tak na wszelki wypadek.
-Celfaro, kogo widzisz? – rzuciła pytanie na płaszczyźnie duchowej.
- Ależ proszę, nie ma za co, to żaden problem, wystarczyło poprosić.  – duch smoka musiał najpierw pozrzędzić - Chłopca w stroju studenta akademii. Ma prawie białe włosy i czerwone oczy.
- Wybacz, dziękuję o wielki.
-Tak lepiej.
Rektor wyszedł z Orchideą z biblioteki i zaprowadził do wyjścia z budynku.
-W takim razie będę czekał na wszelkie... powodzenie misji. I żegnam, miłego dnia.  - odwrócił się, żeby wrócić do swojego gabinetu.
- Do widzenia. – zawołała za nim Dziewczyna.  W sumie czuła się załamana tym, że zawiedli Dyrektora i nie uzyskali glejtu do biblioteki, ale jej myśli szybowały w kierunku białowłosego chłopca, o którym powiedział Celfaro.
- Ciekawe, kim był – westchnęła i rozejrzała się za aurami swoich towarzyszy, którzy jak jej się zdawało, powinni być tu i czekać już na nią. Żadnego nie było. Usiadła więc na murku, w nadziei, że zaraz się pojawią.
Tymczasem gdzieś w zakamarku biblioteki trwała żarliwa dyskusja.
- Zwiedzamy bibliotekę? Wychodzimy za Storczykiem i wracamy kiedy indziej? – dopytywał się Nath.
-Tak. Nie ma sensu rozpoczynać poszukiwań bez niej. – Quin nie chciał zostawiać jej na dłużej samej.
-Wychodzimy, żeby rektor nie nabrał podejrzeń, że nie ma nas na zewnątrz – Krrrater nie był pewien, czy Rektor nie będzie chciał oddać dziewczyny bezpośrednio w ich ręce.
- Oby wymówka w stylu "jesteśmy tu po raz pierwszy i się zgubiliśmy" zadziałała w razie czego - Nathaniel wzniósł oczy do nieba.
-Poza tym musimy porozmawiać ze Storczykiem i obmyślić dalsze plany, a tu wrócimy z rybnogiem. – kruk zaczął przemykać się w stronę wyjścia.
- Czyli po prostu wracamy? Może poczekamy tu chwilę, żeby nie wpaść na rektora?
-Dlatego właśnie się przemykamy – kruk spojrzał na Natha
-To odczekamy kilka minut i ruszajmy. – Quin był rozdarty między jak najszybszym dołączeniem do Storczyka i jak najpóźniejszym ponownym zetknięciem się z Rektorem.
- To może przemienisz się w kruka, w ramach zwiadu? Może słabiej się będziesz rzucał w oczy. -  Nathaniel uśmiechnął się lekko, chociaż nadal był trochę zły na Krrratera.
- Przejrzyj na oczy, przecież jestem już od jakiegoś czasu w kruczej postaci. Ale faktycznie mogę polecieć znaleźć Storczyka.
-Okey, tylko uważaj na siebie i nie wpadnij na rektora - upomniał go na wszelki wypadek Nath wiedząc, że z tym krukiem to nigdy nie wiadomo. Chodzi własnymi ścieżkami prawie jak kot.
- To leć po nią czym prędzej, tylko uważaj na rektora. I nie zrób niczego głupiego. Znajdź Orchideę i wracajcie.- Quin dorzucił od siebie.
-Spoko, w razie czego będę udawał przypadkowego martwego ptaka – to mówiąc zerwał się do lotu.
Nath westchnął, ale mimowolnie się uśmiechnął.
- Podoba mi się wizja Ciebie, jako martwego. – wypalił Labrys.
Kruk odlatując udał, że nie słyszy, ale pomyślał, że w razie czego może go obsrać z góry…albo napuścić na niego rybnoga...
Quin westchnął ciężko i zwrócił się do Natha - Czy on tak zawsze?
- Niestety tak. Ale idzie się przyzwyczaić... Ma dobre intencje, tylko nie zawsze potrafi utrzymać język za zębami – półsmok nerwowo przeczesał włosy.
- Nie gorszy niż Quin. – Topór znów odezwał się zza pleców.
Studenci Akademii Magii nawet nie zwrócili zbytnio uwagi na latającego kruka. Albo Mino często przynosił takie zdobycze, albo ktoś z uczniów posiadał takie zwierzątka, dość, że ten bez przeszkód szybował nad głowami, starając się nie rzucać za bardzo w oczy. W razie czego planował wpełznąć do torby jakiegoś adepta i udając martwy okaz, przemieszczać się z nim po uczelni. Przerwał te rozmyślania, gdy wypatrzył przed Akademią Orchidee i podleciał do niej.
- Mam zawołać chłopaków, czy poczekać z tobą aż wyjdą na zewnątrz?
Orchidea drgnęła słysząc znajomy głos i rozejrzała się za jego źródłem.
- O, witaj Krrraterze.  - wyciągnęła przedramię by mógł na nim wylądować.
-Jak będziesz miała rybnoga, to pokażemy ci jak wejść do biblioteki -szepnął jej na ucho konspiracyjnie.
- Rybnoga?
-Zawarliśmy układ z Mino.
- I ten układ polega na tym, że...? - czekała aż jej rozmówca dokończy.
-Jak dostarczymy mu rybnoga, pozwoli nam wejść tajnym wejściem do biblioteki i nie podniesie rabanu.
- Rozumiem, dobra robota. – „Chyba nie do końca o to dyrowi chodziło, ale lepsze to niż nic...”  pomyślała - Nie będę wracać do akademii, by nie rzucać się w oczy, źle by było gdyby rektor mnie zobaczył próbującą dostać się do biblioteki. Ale ty lepiej wracaj do nich. Ja i tak na zbyt wiele się nie przydam.
-Pamiętam jak kiedyś łapaliśmy rybnogi... – ciągnął ptak - Wejście za rybnoga - nie precyzowaliśmy ile osób wchodzi, więc chyba grupa z rybnogiem.
- Rozumiem, to dobry kocur.
Kruk znowu się poderwał i poleciał, teraz w przeciwnym kierunku, do chłopaków siedzących nadal w bibliotece. Orchidea rozsiadła się wygodnie i bawiła kumulowaniem energii magicznej nad dłonią, formując ją w kształty symulujące jej duchy opiekuńcze. Przerwała tą zabawę, kiedy ponownie zaczęła rozmowę z Celfaro.
A w bibliotece…
- Myślisz, że powinniśmy tam do nich podejść i wrócić tu w innym terminie? – dopytywał Quina Nathaniel.
- Poczekajmy. Jeśli miniemy się z krukiem, dopiero zrobi się zamieszanie.
- W sumie racja.
Po pewnym czasie kruk wylądował przy nich.
-Orchidea czeka na murku przed wejściem – oznajmił.
- Czyli wracamy? Rozumiem, że dyrektor będzie zadowolony z tego wejścia? – Quin był dobrej myśli.
-Dołączmy do niej i znajdźmy jakąś kwaterę, żebyśmy mogli spokojnie porozmawiać nie rzucając się w oczy wszystkim strażnikom i studentom siedząc przed wejściem. – zauważył kruk
- Wyjątkowo mądrze gadasz. W dodatku przydałby się ten rybonóg, bo jeszcze kotu zmieni się humor i nas wsypie. Z kotami nigdy nie wiadomo.
-Quin, nie wiem czy będzie – kruk odniósł się do hipotetycznego zadowolenia dyrektora - chociaż lepsze to niż nic, tyle, że najbardziej pożądaną książkę ukradziono i żeby ją przeczytać to i tak trzeba zabrać ją złodziejowi. W bibliotece jej już nie ma. Poza tym Koty z Chesire są honorowe - wejście za rybnoga. Taki układ obowiązuje.
- A do czego właściwie nam ta książka? – zapytał Nath.
-Przecież szukamy informacji o 5 bogini, bo nam się maszyna do opowiadania bajek zacięła no i były inne komplikacje – kruk wyraźnie się zdziwił.
- Aaaaaa, no fakt! – Nathaniel klepnął się w czoło.
- Nie rusza cię, że istnieje jeszcze ktoś poza 4 znanymi naszymi Bogami?
- Dobrze, że ty pamiętasz o takich sprawach. Oczywiście, że rusza. Po prostu nie powiązałem tego z piątą Boginią.
-Trzeba na wszelki wypadek poznać potencjalnych sojuszników.
- To ty tu jesteś od myślenia, mały uczony -uśmiechnął się do przyjaciela wybaczając mu już w pełni wcześniejszą wpadkę.
- No dobra, ale złapanie Eclave leży daleko poza naszym zasięgiem... Dobra, koniec rozmów. Idziemy do Orchidei. Panowie, wracamy. I zachowywać się normalnie - Quin ruszył przez tajemne wyjście, upewniwszy się wcześniej, że wracają z nim. Nathaniel też „ był za” i przeszedł jako następny. Kruk siedział na jego ramieniu i szeptał do niego.
- Książka prawdopodobnie jest w czarnym zamku, może jakiś doświadczony złodziej zdołałby się tam dostać i ja odkraść?
- Doświadczony złodziej? A mamy takiego?
- Ja się nie nadaje na złodzieja. – zastrzegł Quin.
-Rozejrzeć się nie zaszkodzi, może ktoś z Balaura?
Bez przeszkód zeszli z drugiego piętra i wyszli przed akademię. Orchidea nadal siedziała na murku pogrążona w myślach, ściskając mocno w dłoni medalion. Quin widząc ją pomachał, po czym palnął się w łeb - Chyba nigdy nie przestanę tego robić.
Nathaniel z krukiem widząc, że dziewczyna skupiona jest na medalionie, usiedli cichutko obok, żeby jej nie przeszkadzać.
-Wygląda jakby rozmawiała z medalionem. – szepnął do nich kitajczyk.
- W końcu jest medium – Nath wzruszył ramionami.
- Medium rozmawia z duchami, a nie przedmiotami.
- Serio? – półsmok spojrzał na Quina - A to jakaś różnica? Może siedzi tam jakiś duch... Skąd mam to wiedzieć? Grunt, że rozmawia i chyba lepiej jej nie przerywać - ponownie wzruszył ramionami.
Chwilę potem Orchi podniosła się raptownie i rozejrzała po znajomych aurach - musimy wracać do Fantasme i to szybko – wypaliła.
- Już? Czy coś się stało?
- Co jest?
- To szybko, to już teraz, czy może poczekać do jutrzejszego rana? – dopytywał się kruk.
- Wiem już... wiem, kim była bogini. – Wypaliła z informacja, która ścięła ich z nóg.
- Jak to? – Quin podbiegł do niej. Nath zrobił wielkie oczy - To...To fantastycznie - rozpromienił się i prawie uściskał dziewczynę ze szczęścia - Może dzięki temu Dyr jakoś nam wybaczy to lekkie niepowodzenie.
I życie jak to życie potoczyło się dalej.
Misja Specjalna cz 3
 Misja specjalna (końcówka) - czyli o tym jak przegraliśmy życie, ale wygraliśmy życie
Nath by :iconakira789: Orchidea by :iconkawaiijumi:  QuinSei by :iconjarasz: Rektor by  :icondixfirebone:  Mino by  :iconpunki123: no i Krrrater by :iconkrrrater:

 < cz 1  < cz 2
reasumując:
-jeśli przyprowadzą rybnoga dla Mino, to będą mogli wejść do biblioteki tajnym wejściem, które poznali
-jeśli dostarczą kartkę Malikowi to dostana oficjalne, jednorazowe pozwolenie na skorzystanie z biblioteki
-jeśli odzyskają ukradzione przez Eclave "Legendy i Baśnie  Elet" - dostana glejt do biblioteki
dodatkowo Orchidea wie jak nazywała się 5 bogini
Loading...
Kruk wchodząc do gabinetu przepraszał za swoją bezpośredniość, tłumacząc, że nie chciał zabierać cennego czasu Rektora. Quin wszedł do środka po raz drugi i stanął z boku. Idący za nim Nath głowił się jak to się stało, że akurat oni tu są i czy ktoś z ich grupki ma jakiekolwiek pojęcie o dyplomacji. Orchidea czuła się podobnie, ale jej myśli poszybowały w nieco innym kierunku „ jak go zabijecie, to ja umiem rozmawiać z duchami” – przemknęło jej przez myśli, zanim wchodząc do pokoju wpadła na futrynę. Mino nastawił uszu zaciekawiony tymi newsami.  Poczekał aż wszyscy wejdą i wślizgnął się za nimi, zanim Rektor zamknął drzwi.
- Dziękujemy, że zgodził się pan poświęcić nam trochę czasu – poważnie zaczął Nathaniel, ale kruk zdążył się już rozkręcić i wpadł mu w słowo.
-Może na to nie wygląda, ale jestem osobą dorosłą, natomiast wyglądam jak dziecko. Jest to wynikiem splecenia się zaklęcia zmniejszającego rzuconego na mnie w dzieciństwie. Poszukujemy informacji na temat sekwencji magicznych.
- Kruku, myślę, że do takich szczegółów jeszcze wrócimy - Nath starał się w jakiś sposób zapanować nad rozgadanym towarzyszem - Może wytłumaczymy najpierw panu rektorowi, co nas tutaj sprowadza – dorzucił, oglądając się jednocześnie na Orchidee, aby sprawdzić czy wszystko z nią w porządku, ale zobaczył, że Quin już sprawdza czy nie nabiła sobie guza i trochę się uspokoił.
Gabinet był przyciemniony, z dużym biurkiem i masą szafek wypełnionych księgami i artefaktami magicznymi. Sam rektor zasiadł za biurkiem i rzekł:
- Wybaczcie, że tylko jedno miejsce siedzące - tu wskazał na fotel naprzeciwko biurka - Może pani usiądzie?
W posiadającym osłony magiczne pokoju Orchidea widziała już lepiej, usiadła na miejscu i wnikliwie przyjrzała się aurze rektora, próbując z niej cokolwiek odczytać. Kruk nawijał dalej bez ustanku.

-… mamy nadzieję znaleźć coś na ten temat w waszych wspaniałych księgozbiorach. Nasza koleżanka -wskazał na Storczyk- jest medium i pisze pracę na temat wieszczy i przepowiedni.
Nathaniel szturchnął Krrratera i szepnął do niego - Przystopuj trochę z tymi wyjaśnieniami.
-…i potrzebuje dostępu do materiałów historycznych – gadał kruk bez ustanku.
-Kruku! – Nath stanowczo, ale nadal szeptem starał się powstrzymać przyjaciela.
-…a ponieważ jest niewidoma, to kolega - kruk wskazał na Quina - czyta dla niej materiały.
Z braku innych pomysłów Nathaniel zatkał krukowi usta dłonią, ten jednak wyrwał się mu z irytacją sycząc do niego, aby dał mu dokończyć. Rektor słuchał tego wszystkiego z marsową miną, nie wyglądało jakby w ogóle miało go to przekonać. Jego aura wskazywała Orchidei, że nie należał do zbyt rozluźnionych osób.
-Więc pochodzicie z jakiejś innej uczelni w takim razie? Może najpierw powiecie mi, kim jesteście, skąd pochodzicie? – Suspiria przybrał urzędowy wyraz twarzy. Nath tez uważał, że od tego powinni zacząć. Właśnie dlatego szarpał się z krukiem.
-Uspokójcie się chłopcy... Orchidea vel Ashvalot... jestem córką Lorda Ashvalot. I jestem mówiącą z duchami.
-Jestem Krrrater Crow i pochodzę z małej miejscowości rybackiej. Podróżuję w różne miejsca, bo chciałbym zostać uczonym.
- Jak już wspomniałem wcześniej, Nathaniel Worter, półsmok i uczący się nadal mag - to mówiąc, delikatnie się ukłonił - Podróżuję razem z Krrraterem.
-QuinSei, pochodzę z dalekich krain zwanych Środkowym Królestwem. Podróżuje po świecie i szukam sensu istnienia.
-Och, sens istnienia, jakie to głębokie – mruknął pod nosem Rektor.  Wyprostował się na krześle na wieść, że są powiązani z magią i odrobinkę łagodniej na nich spojrzał ( taką tyci odrobinkę).  Mimo to odezwał się ironicznie:
-... I tak po prostu się wszyscy spotkaliście przypadkowo w knajpie i uznaliście, że razem będziecie podróżować i się uczyć?
-No nie, ja znam się z Nathem od wczesnego dzieciństwa… - zaczął kruk.
-A mnie i QuinSeia łączą szczególnie głębokie więzi – Orchidea postanowiła wcisnąć jakiś kit na poczekaniu. Quin pokiwał głową i położył jej rękę na ramieniu.
-…Poznaliśmy się na kontynencie w osadzie Milzis…
Rektor ściągnął brwi - Tej osadzie koło Raethen....?
Pozostałej trójce przyjaciół przeszedł dreszcz po plecach. Nath miał ochotę tłuc głową w ścianę. „Brawo kruku” – pogratulował mu w myślach z przekąsem. Orchidea też przeszło przez myśl, że cały misterny plan diabli wzięli. Quin tylko westchnął, a w głowie rozbrzmiał mu śmiech topora Labrysa- Trzeba było ustalić wcześniej wersje wydarzeń. Kruk kontynuował nie zważając na nic.
-Tak, przypadkiem tam zatrzymaliśmy się na nocleg w czasie podróży i ruszyliśmy dalej razem. W drodze tutaj odwiedziliśmy też wiele innych miejsc, czy mamy je wymienić?
Rektor spojrzał na Kruka - Nie trzeba... - uniósł dłoń jakby chciał powstrzymać potok słów i spojrzał na wszystkich po kolei.
Widząc, że Krrrater znowu nabiera oddech i chce kontynuować, Nathaniel zwrócił się do niego:
- Nie sądzę, aby pan rektor był zainteresowany dokładną trasą naszej wędrówki.
Orchidea starała się przejąć kontrolę nad sytuacją włączając się w rozmowę.
-W każdym razie zajmuję się badaniami dotyczącymi korzystania z mocy spętanych duchów. -wyciągnęła z mieszka zaklęte kamienie i pokazała je-Ci panowie są moimi oczami i ochroniarzami.
Rektor westchnął cicho, potem przeciągnął palcami po oczach.
- No dobrze. Powiem wam tyle, że biblioteka głównie jest otwarta dla studentów tej placówki. A po tym, jak raz wpuściliśmy obcego, zniknęła jedna pozycja z naszej biblioteki, unikatowa, bo Legendy i baśnie Elet. To raczej... Uważamy, kogo wpuszczamy do środka.
- My chcielibyśmy skorzystać z księgozbioru na miejscu – zaznaczył Krrrater korzystając z tego, że chwilowo nikt go nie uciszał, bo Nath stał bez słowa pogrążony we własnych myślach o tym, że może Orchi uda się jakoś ogarnąć ten chaos i w ogóle kobietom jakoś to łatwiej wychodzi chyba…
- Obiecujemy niczego nie wynosić ani nie uszkodzić, bo bardzo szanujemy książki - Krrrater powoli tracił rozpęd, bo dotarło do niego, że ktoś świsnął mu z przed nosa książę i to unikatową, z tematyki, którą właśnie zamierzał zgłębiać po uzyskaniu dostępu do księgozbioru.
- Zapewniam, że złodziejami nie jesteśmy. Zdaję sobie sprawę, że nie musi nam pan wierzyć, ale może przydzielić nam pan kogoś do obserwacji – Nathaniel miał poważny wyraz twarzy - Chociażby tego kota przewodnika, który był tak uprzejmy nas tutaj doprowadzić.
- W jaki satysfakcjonujący dla rektora sposób możemy udowodnić, że nie chcemy okraść biblioteki, a jedynie zaczerpnąć z jej wiedzy? – dołączyła się Storczyk.
Rektor złożył znowu dłonie na blacie biurka stukając palcami o drewno.
- ... Zbiory o duchach i... sekwencjach magii, tak? -zastanawiał się - ... Ile czasu potrzebujecie na zaczerpnięcie tej wiedzy...?
- Trudno mi ocenić, jako iż sama nie jestem w stanie czytać... – zastanowiła się Orchidea.
- i relacje historyczne -dodał cicho kruk, a nieco głośniej powiedział -Trudno nam ocenić, bo podobno wasza biblioteka ma wspaniały i wielki księgozbiór.
- Może... moglibyśmy zrobić coś dla pana Rektora, by zyskać pańską przychylność? -  rzekła poważnie, z determinacją Orchi. Nath stał obok i starał się wyglądać wiarygodnie, jak osoba, której można zaufać. Quin w ogóle stał jak posąg.
Rektorowi myśl o wpuszczeniu obcych do biblioteki nie podobała się wcale. Już miał sięgnąć po coś do biurka, ale spojrzał na dziewczynę i wyprostował się - Coś zrobić, hm?
-Owszem, możemy dla rektora wykonać jakąś niewygodną pracę, by zyskać pańską przychylność. Zależy nam bardzo na tym. – Orchidea zrobiła zmartwioną minę. Kruk milczał przeżuwając w myślach gorzkie rozczarowanie, że co za świnia ukradła tą książkę, on tak chciał ją przeczytać, wręcz nie mógł się bez tego obyć, no niech on tylko dopadnie tego drania, co mu świsnął lekturę sprzed nosa…. Zajęty wewnętrzną walką odezwał się z roztargnieniem:
-Chcielibyśmy jakoś odwdzięczyć się za możliwość skorzystania z biblioteki i udowodnić nasze dobre intencje.
- Nigdzie indziej nie znajdziemy tak doskonale zaopatrzonej biblioteki – dodał Nath, a Quin pokiwał głową na potwierdzenie ich słów.
- Więc tak jak już Orchidea powiedziała, możemy panu wyświadczyć przysługę – podjął Nath.
- .... Dobrze... – Rektor westchnął ciężko - Możecie... - gestykulując dłonią, myślał, co jest do zrobienia i co właściwie oni mogą zrobić.
-Może powinniśmy znaleźć tego obcego i postarać się odzyskać waszą cenna książkę? – wypalił Krrrater, który nie potrafił pogodzić się ze stratą.
Zapadła cisza. Natha oblał zimny pot „nie kruku nieeee” – pomyślał.  Mino zachichotał z cienia na propozycję Kruka - Odważni widzę.
Zza pleców Quina odezwał się szyderczy głos Labrysa - Taaaaa, genialne. Lecimy pędzimy.
- Ach. A podjęlibyście się takiego zadania? .... – Suspiria zerknął w stronę Quina zdziwiony co to za głos - Bo pewni... chętni z Fantasme nie odzyskali do tej pory tej księgi.
- Przepraszam, to yokai, mój towarzysz. Nazywa się Labrys i czasem lubi odezwać się nie w porę. – pospieszył z tłumaczeniem Quin widząc minę rektora.
-Jeśli uzyskamy pomoc od uczelni odnośnie tego człowieka, to myślę, że moglibyśmy spróbować, ale to zajmie trochę czasu – zastanowił się mały sprawca przygnębienia towarzyszy. „Oby nie zajęło nam to kilku lat” – przeleciało przez myśl Nathanielowi. Kto wie, gdzie taki złodziej mógł się zaszyć.
-Czy w międzyczasie, kiedy my będziemy prowadzić poszukiwania nasza koleżanka mogłaby dostać pozwolenie na swoje studia? – krukowi przypomniało się, że przecież mieli uzyskać glejt do biblioteki, nawet, jeśli jemu wydaje się, że już nic ciekawego w niej nie ma, skoro ukradziono najważniejszy dla niego wolumin.
- Tu się zgodzę. Poza tym wydaje mi się, że jesteśmy trochę lepsi niż wspomniani chętni, jeśli chodzi o takie zadania – powiedział głośno Nathaniel myśląc jednocześnie rozpaczliwie – „obyś miał plan kruku, obyś miał plan”.
- Wtedy będę musiał iść z nią. Przecież sama nie odczyta ksiąg. – zareagował Quin.
Zaczęła się chaotyczna wymiana zdań.
- Nie chcemy narażać niewidomej kobiety na niebezpieczeństwo – starał się przekonać Rektora Krrrater.
-Pomogę wam w zadaniu. – oznajmiła Storczyk
-Orchideo - nasze studia tez są ważne. Wiedze należy zdobywać systematycznie
-mreoooow
Rektor zmarszczył brwi i popatrzył na rozmówców po kolei
- Zaczekajcie – zawołał Nath
-Abyś mogła prowadzić swoje studia my poświęcimy się i będziemy tropić ukradziony tom – tłumaczył Orchidei kruk.
-Chyba złodzieja, a nie tom... – poprawił go Labrys zza pleców Quina.
- Ale ja nie umiem czytać... – oponowała dziewczyna.
-No najważniejsze jest odzyskanie księgi, dlatego powinniśmy podzielić się na dwie drużyny.
- Nie możemy wymagać od rektora pozwolenia nie udowodniwszy wcześniej, że jesteśmy godni zaufania.
Suspiria ściągnął usta w prostą linię - Mam wrażenie, że chyba trochę się pogubiliście...
- ZACZEKAJCIE. – Nathaniel podniósł głos. Quin miał już coś powiedzieć, ale zamilkł, by dać się wypowiedzieć Nathowi.
-No skoro tak uważasz – kruk zwracając się do Orchidei smętnie zwiesił głowę- to nauka będzie musiała poczekać.
Rektor spojrzał na Natha - No słucham.
- Odzyskanie księgi, jako zadanie, które mamy wykonać na zlecenie pana rektora, wydaje mi się teraz priorytetem. Logicznym więc byłoby, wykonanie go w pierwszej kolejności.
-Tak, tak, odzyskanie księgi jest priorytetem -ucieszył się kruk.
Quin za każdym razem, gdy kruk otwierał usta miał coraz gorsze przeczucia.
- Z małą pomocą Akademii, w postaci posiadanych przez nią informacji dotyczących złodzieja, oczywiście. – ciągnął Nath - Rozumiem, że jeżeli złapiemy tego przestępcę, dostaniemy pozwolenie na korzystanie z zasobów tej wspaniałej biblioteki? -tu zwrócił się w stronę rektora.
- Nie wątpimy w zdolności tutejszych adeptów, czy magów, ale może uda nam się znaleźć dotychczas niezauważone ślady. – poparła go Storczyk.
- Oczywiście pod nadzorem – dodał Nathaniel.
-Mamy złapać złodzieja czy odzyskać księgę? – zainteresował się kruk.
- Jeśli pójdziemy na taki układ, to myślę, że tak też może być. Odzyskacie księgę, której FANTASME nie zdołało odzyskać, to mogę wam dać nawet glejt do biblioteki, nie tylko jednorazowe pozwolenie. – zadecydował Rektor.
-W takim razie podejmujemy się tego zadania! – kruk wyrwał się pierwszy, ale tym razem nikt go nie spiorunował wzrokiem.
- Będziemy zobowiązani, ten układ nam pasuje. – Orchidea wyciągnęła w stronę rozmówcy dłoń by zapieczętować umowę
- Taki układ jak najbardziej nam odpowiada -uśmiechnął się Nath.
Mino zachichotał z cienia.
Pierwszy raz, od kiedy tu byli, na twarzy Rektora pojawił się sarkastyczny uśmieszek. Wstał i uścisnął dłoń Orchidei - Zaraz znajdę list gończy złodzieja. – powiedział.
Nathaniel zaczął mieć złe przeczucia, ale trudno, skoro układ, to układ. Już nic nie dało się zmienić. Quin rzucił spojrzenie na wzdychającego kruka. „ Ale nas wkopał” – pomyślał.
Aż dziwne było jak Suspiria nagle taki podejrzanie zadowolony się zrobił sięgając do szuflady biurka. Wyciągnął list gończy w stronę zgromadzonych.
- Była studentka tej Akademii... Wielka szkoda, że zeszła na złą drogę... Ale cóż...
„Ukręcę temu ptakowi łeb jak tylko stąd wyjdziemy” – pomyślała Orchidea
„Suuuuper... po prostu doskonale się wkopaliśmy” - Nath na zewnątrz starał się utrzymać uśmiech i nie okazywać swoich prawdziwych myśli na ten temat, ale w środku aż się zagotował, kiedy kruk z westchnieniem wziął list gończy z rąk Rektora.
- Zrobimy wszystko, co w naszej mocy. – zapewnił zrezygnowany Quin - Czy jest jeszcze coś, co powinniśmy wiedzieć?
Rektor posłał im miły, aż zbyt miły uśmiech - Więc... Czekam cierpliwie aż wrócicie z księgą i wtedy pozwolę wam wejść do biblioteki. Jeśli chcecie jeszcze czegoś się dowiedzieć, to pytajcie śmiało.
- Skoro w tej sprawie było już prowadzone śledztwo, to może zostały zdobyte jakieś informacje co do sposobu, w jaki książka została wyniesiona? – zapytał Nath.
-i kierunku, w jakim udała się podejrzana? Ostatnio widziano ją w jakiej miejscowości?– dorzucił kruk.
-Pewnie w kierunku armii chaosu -rzucił jakby wspominał o pogodzie kot.
- Armii Chaosu? Czyli jest jedną z nich?- Nathaniel stropił się jeszcze bardziej.
- Heh, nieźle się wkopaliście.- odezwał się znowu głos zza pleców Quina.
- Z tego, co słyszałem, to tak. Działa dla Armii Chaosu – Rektor podrapał się po brodzie. Następnie klasnął w dłonie z uśmiechem -To się wybieracie?
- Penetracja czarnego zamku, hmmm – Krrrater podrapał się po głowie zamyślony. Orchidei, w chwili, w której usłyszała słowa "czarny zamek", nieprzyjemny dreszcz przeszedł po plecach, a mdłości podeszły jej pod sam język. Objęła się ramionami czując przejmujący chłód i słabość. Nath nie zauważył nawet tej nagłej zmiany nastroju u Orchidei, zastanawiając się nad tym, jakie informacje mogłyby im się jeszcze przydać.
-Czy mógłbym jeszcze spytać, w jakim rodzaju magii specjalizuje się ta osoba, skoro była adeptką tej Akademii?
-khem
Rektor zerknął na Mino zastanawiając się, czego chce ten kot.
- Panie Rektorze, ja wiem, że dbamy żeby więcej w naszych książkach nie pojawiały się rysunki męskich narządów rozrodczych z podpisami "orka Sama", ale to trochę nieładnie dawać niewykonalne zadanie. Niech chociaż mają... - kot pokazał między palcami łapy - Tyci cień szansy na wykonanie tego.
- ........ Nie przypominaj mi nawet o tym incydencie.... – zareagował Rektor.
- Co zabawniejsze, nawet widziałem kto to zrobił - zachichotał kocur, a Nath spojrzał na niego z nadzieją.
- Wspaniale, że wiesz, ale chyba ten fakt nie jest dla nich istotny by znaleźć złodzieja i księgę... – przerwał mu Suspiria.
- Ale może przyprowadzenie rektorowi tego rzezimieszka będzie pewniejsze i szybsze... niż księga. – Orchidea, która chwilę wcześniej zapewniała Quina, że nic jej nie jest, uczepiła się cienia szansy.
- Ukaranie takiego "żartownisia", który ośmielił się zniszczyć jedną z cennych pozycji biblioteki, mogłoby okazać się dobrą nauczką dla reszty uczniów – poparł ją Nath.
- Z tym łachudrą raczej nie złapią kogoś, kto dał radę się tu włamać – odezwał się znowu Labrys dyskredytując swojego właściciela.
- No nie, bo to była inna książka. – kontynuował niezrażony Mino - Hmhm…OOOH MOGĘ POWIEDZIEĆ KTO TO BYŁ? – kot był w dobrym humorze, aż wywijał ogonem.
- To nikt z nas, więc wal z tą informacją -szepnął zaciekawiony kruk kombinując, że może da się dorwać delikwenta i przymusić go szantażem do pomocy.
- No to ten u<u To był taki wysoki cygan, co cały czas mówił, że mu się nie chce i była z nim taka niska dziewczyna z czarnym końskim ogonem i ogółem to ten cygan, jak ona szukała czegoś w książkach, pobazgrał tom.
„MALIK” – pomyślała natychmiast Orchidea.
- Cygan, mówisz...  – Nath udał, że się zamyśla, chociaż doskonale wiedział kto jest sprawcą. „Malik i Fal, czemu akurat wy?”.
Rektor skrzywił się - No żeby was, a już myślałem, że sobie pójdziecie szukać hen daleko Eclave i będę miał spokój na pół roku.
Orchi zrobiło się słabo, gdy na dźwięk tego imienia wszystkie niemiłe wspomnienia wróciły. Przygryzła wargę. Quin przekalkulował szanse powodzenia i uznał, że nie ma szans z generałem Chaosu. -  HMm, tak skupmy się na tym cyganie.
-W jaki sposób mamy ukarać tą osobę? Znaleźć i zmusić do napisania listu z przeprosinami? –zainteresował się kruk
-O nie, wydaje mi się, że list z przeprosinami nie wystarczy – zadecydował Nathaniel.
-Jaka kara byłaby dla pana Rektora satysfakcjonująca?
-To powinno być coś... coś bardziej odpowiedniego do tego typu występku.
Rektor skrzywił się. Mina mu zrzedła, ale jakby nie patrzeć, to też mają rację z tą pomazaną księgą. Przetarł oczy palcami i podjął decyzję.
- ... Jeśli zwróci kwotę wartości księgi, to myślę, że będziemy kwita... Jak go znajdziecie....
-Jeśli rektor pokaże mi tą książkę, odnajdę nić przeznaczenia łączącą gryzmoł z osobą. – zaproponowała Storczyk.
-I prosimy jeszcze o podanie wartości tego dzieła tak haniebnie potraktowanego – kruk chciał być dokładny.
- Dobrze... niech już wam będzie....... Ale po wykonaniu tego zadania dostaniecie tylko jednorazowy wstęp do biblioteki.  – Rektor pogroził palcem.
-Czy jednorazowy, to znaczy, że możemy zostać w bibliotece dopóki z niej nie wyjdziemy? – dociekał Krrrater
- Tak - odpowiedział mu Mino.
-Gdybyśmy jednak kiedyś odzyskali ukradzioną księgę, to rozumiem, że możemy liczyć na glejt?
- Jeśli takie są warunki, chyba będziemy musieli się dostosować... – Nath dodał po cichu pod nosem.
- A czy moglibyśmy zrobić coś jeszcze by otrzymać glejt? Być może jest więcej żartownisiów, którzy nie potrafią uszanować ksiąg. – Quin nie dawał za wygraną.
Rektor chrząknął - Tak jak się umawialiśmy, skradziona księga, dostęp pełnoprawny do biblioteki. -rozłożył ręce - a sami zaproponowaliście odzyskanie tej księgi – widząc wpatrzone w siebie błagalne spojrzenia opuścił ręce bezradnie. „NO ŻEBY WAS, CO ZA UPIERDLIWI” pomyślał.
- Nie jestem pewna, czy podczas jednej sesji uda nam się zebrać wszystkie informacje... –westchnęła Orchidea - czy w zamian za glejt mogę zostawić jednego ze swoich duchów opiekuńczych?
-Jesteś pewna? Są przecież dla Ciebie bardzo cenni. – zaoponował Quin.
-Są rzeczy ważne i ważniejsze. – stwierdziła dziewczyna.
Suspiria z trudem powstrzymywał się, żeby nie wykonać gestu jakby chciał ich wszystkich podusić, że się uparli na tę bibliotekę. Jego irytacja zaczęła wzrastać z 5 do standardowej 9. Przeciągnął dłonią po twarzy - Nie potrzebuję tutaj duchów. – powiedział.
-W ramach zwiększania księgozbioru moglibyśmy przekazać nieco smoczych pornów, które co prawda nie mają wartości naukowej, ale mogą się przydać w czasie studiów anatomicznych... – wypalił znienacka Krrrater.
- ...... Słucham? – Rektora przytkało
-ups- mruknął Mino
„Idę rzucić się z urwiska” przemknęło przez myśl Orchidei.
„Kruku nieeeeeeeee, CZEMU??” – załamał się Nathaniel
-........ Mino, odprowadź GOŚCI..... – wycedził Rektor
-A co, nikt nie bada smoczych szkieletów?  - Krrrater rozglądał się zdezorientowany na około, nie wiedząc o co tym ludziom chodzi.
- Przepraszam, towarzysz gorzej się poczuł...- Quin rzucił gniewne spojrzenie na kruka - I nie wie co mówi...
- Proszę mu wybaczyć, widocznie zaklęcie, które pozwala mu na porozumiewanie się w zrozumiałym dla otoczenia języku, jest lekko wadliwe – przyłączył się Nath - Jestem PRZEKONANY, że nie to miał na myśli.
-To ja przepraszam – wyjąkał mały winowajca nadal nie rozumiejąc dlaczego wszyscy pozielenieli. - Chyba coś źle powiedziałem i zrozumiałem - schował się za nogą Natha.
- Ja go wyprowadzę, proszę dokończyć rozmowę – oznajmił Quin, złapał kruka za ramię i ruszył z nim do wyjścia.
Rektor poczerwieniał z irytacji  - ........... Ty. -wskazał na Orchidee - Wedle obietnicy, zobaczysz tę zniszczoną księgę. A reszta ma mi zniknąć z oczu....  – zakończył warknięciem.
-No to mamy 10 – ucieszył się Mino.
Misja specjalna cz 2
 Misja specjalna (ciąg dalszy) - czyli o tym jak przegraliśmy życie, ale wygraliśmy życie
Nath by :iconakira789: Orchidea by :iconkawaiijumi:  QuinSei by :iconjarasz: Rektor by  :icondixfirebone:  Mino by  :iconpunki123: no i Krrrater by :iconkrrrater:

 < cz 1 a   cz 3>
Loading...
Życie w Fantasme powoli wracało do normy. Dla niektórych zbyt powoli. Nathaniel Worter był właśnie jedną z takich osób, która nie mogła wytrzymać siedzenia na miejscu. Chciał zapomnieć o pobycie w celi Czarnego Zamku również związanym z nic nierobieniem,  przykryć nowymi wspomnieniami i aktywnością, a tym czasem NIC się nie działo. Snuł się więc po kątach i wzdychał. Krrrater miał tego dość. Zdesperowany powlókł się do zamku, zapytać czy nie ma dla nich czegoś do roboty. Robota niestety się znalazła i to zlecona przez samego dyra. Rektor Akademii Magów, Anthony Suspiria i dyrektor szanownej placówki zwanej Fantasme College, byli raczej w... napiętych stosunkach między sobą. Na tyle napiętych, że najprawdopodobniej ich spotkanie zakończyłoby się wymianą wyzwisk, obrazą majestatu i wzajemnym dożywotnim zakazem wstępu uczniów obu placówek do konkurencyjnej akademii. Dlatego aby uzyskać dostęp do nieocenionych zasobów biblioteki Akademii Magów potrzeba było odrobiny delikatności i najlepiej nie wspominania nazwiska McKenziego. Któż zatem lepiej nadawał się do zadania otrzymania glejtu na swobodne korzystanie z biblioteki Akademii Magicznej jak niemiejący nic lepszego do roboty studenci z nadmiarem czasu? Tu oczywiście można by było przytoczyć szereg argumentów przeciw, ale jakoś zabrakło kogoś, kto by to zrobił i klamka zapadła – grupka desperatów beztrosko ruszyła w drogę.
Podróż na wyspę Raethen przebiegła całkiem spokojnie, promy kursowały regularnie i dostanie się do portu, a potem samego miasta, nie było trudne. Można było stwierdzić, że to miasteczko zamieszkiwali przeważnie studenci samej akademii, więc główna droga, prowadząca w głąb wyspy, sugerowała kierunek do uczelni. Wyczuwało się też dookoła energię magiczną pochodzącą z przeróżnych artefaktów sprzedawanych na targu czy też od magicznych zwierząt. Drużyna złożona z czwórki osób nie potrzebowała wskazówek mieszkańców by znaleźć się przed bramą akademii.
Budynek był wysoki na kilka pięter, a białe ściany odbijały promienie słoneczne i rozświetlały dokładniej cały plac. Główną atrakcją był potężny kryształ wbity w ziemię na samym środku dziedzińca. Ludzie i przedstawiciele innych ras przewijali się to wychodząc z budynku, to wchodząc z powrotem. Przyjaciele spojrzeli nawzajem po sobie. Nikt na szczęście nie ubrał mundurku wskazującego na przynależność do Fantasme College, ale przez to stanowili kolorową zbieraninę. Orchidea – jedyna kobieta w ich szeregach – prezentowała się niczym barwny motyl w swoim fioletowawym kimonie ze specyficznym kościanym stanikiem, który tym razem przyciągał uwagę miejscowych studentów.  Poważny i wycofany QuinSei w czarnej kurtce i z toporem na plecach kontrastował z Nathanielem w pasiastych spodniach i jasnej koszuli, któremu towarzyszył Krrrater.  
Kruk poprawił cylinder i swoją pelerynkę, która miała za zadanie ukryć jego krótkie porteczki i sprawić żeby wyglądał poważniej.
-Chyba musimy wejść do środka i poszukać biblioteki
Orchidea dostała dosłownie całą ferią barw i ją chwilowo zamroczyło. Ilość energii i aur niemal zabrała jej dech w piersi. Quin większość czasu spędzał przy Orchidei (nie miał dotychczas innych znajomych), dlatego spojrzał na nią niespokojnie  - Wszystko w porządku?
Nath przystanął i zagwizdał cichutko - Robi wrażenie - obejrzał się na towarzyszy -To co, wchodzimy?
-Powinniśmy kogoś popytać o drogę czy znajdziemy sami? Jak myślicie? – dopytywał się kruk drepcząc w miejscu.
Studenci początkowo nie zauważali przybyszów, zbyt zajęci swoimi sprawami. Prawdopodobnie mieli swoje letnie zajęcia, albo musieli przygotowywać się na egzaminy, kto ich tam wie.
-Wchodzimy i spróbujemy wtopić się w tłum - postanowił Krrrater i ruszył do budynku pierwszy.
Orchidea dopiero teraz zareagowała na pytanie Quina:
- Tak, w porządku. Poprowadzisz mnie? Trochę mnie tutaj mroczy...
- Oczywiście - zgiął rękę w łokciu by mogła go złapać - Zbyt dużo... hmmm... magii?
Nath spojrzał na Orchidee, aby upewnić się, że wszystko z nią dobrze i ruszył za krukiem, który przejęty stojącym przed nimi zadaniem zamiast poświęcić jej trochę uwagi starał się wypatrzyć wejście do biblioteki.
-Orchideo czujesz może z jakiejś strony emanację magicznych tomów?
- Czuję... w sumie to nie wiem co czuję... tu jest tyle aur, że właściwie nie widzę prawie nic...
Przed budynkiem stał ubrany w mundur mężczyzna, pilnujący wejścia do głównego gmachu akademii. Kruk podszedł do mundurowego i wpatrując się wzrokiem niewinnego dziecka zapytał:
-Dzień dobry. W sprawie korzystania z biblioteki, do kogo powinniśmy się udać?
Mundurowy spojrzał krótko na Kruka, po czym na resztę drużyny - Z taką prośbą do rektora, pana Suspiria. Mają państwo jakieś dokumenty, by sprawdzić tożsamość?
-Czy dotrzemy do biblioteki kierując się na lewo? – wpadł mu w słowa Krrrater
- Bez pozwolenia od rektora nie wolno wchodzić do biblioteki.
- A gdzie zastaniemy szanownego pana Suspiria?
Nath stojący za krukiem szeptem zwrócił się do Orchi i Quina - Dokumenty hmmm czy my mamy jakieś dokumenty??
- Nie no... dokumenty?- Zaskoczona Storczyk zmartwiła się wyraźnie. Kruk usiłował jeszcze dowiedzieć się czy bez okazywania dokumentów mogą w tej wyjątkowej sytuacji porozmawiać z rektorem, ale strażnik był uparty.
- Co do dokumentów tożsamości to niestety mam chyba tylko list od babci zaadresowany do mnie – Krrrater bezradnie rozłożył ręce - Tak naprawdę jestem ptakiem i nie posiadam nawet aktu urodzenia. Kolega ma kwit z pralni czy coś takiego się nada? – wyciągnął list od babci i nieco wymięty kwit z pralni.
Strażnik powoli zaczął się irytować, ale wziął list i kwit, sprawdzając pieczęcie i zaadresowanie.
-... Niech będzie.
- Obawiam się, że nie mamy przy sobie żadnych dokumentów. Długo podróżowaliśmy, aby tutaj dotrzeć, ale w naszych stronach nie często słyszy się o tego typu papierach – zatroskał się Nathaniel, starając się jednocześnie wyglądać najpoważniej jak tylko umiał i zachować pokerową twarz. Jednocześnie w myślach złapał się za głowę krzycząc „ kruku nie jestem pewien czy tak się rozmawia ze strażnikami..."
- Mają państwo jakieś bilety? – warknął zniecierpliwiony strażnik.
Dziewczyna pokazała po dłuższym czasie grzebania w torbie na ślepo bilet - przepraszam za zwłokę.
- To powinno wystarczyć – Quin wyciągną w stronę mundurowego swój bilet, złożony kilkukrotnie. Nathaniel wyszperał lekko wygniecione bilety swoje i kruka za przejazd i również je pokazał.
- Mam nadzieję, że to się nada
Strażnik sprawdził bilety, by po chwili oddać je każdemu, a samemu wyjął notes i zapisał kto przyszedł. Mimo ze wciąż patrzył na nich podejrzliwie, burknął:
- Gabinet rektora znajduje się na trzecim piętrze. Życzę miłego dnia.
- Wzajemnie.
- Dziękujemy.
- Dziękujemy bardzo za wskazówki – odezwali się chórem, oddychając z ulgą. Krrrater usiłował ruszyć w dalszą drogę, kiedy Nath chwycił go za pelerynkę - Poczekaj kruku.
Wnętrze budynku było na bazie koła, środkowa część z fontanną, udekorowana teraz była w letnich barwach. Dookoła stały majestatyczne kolumny, które utrzymywały wyższe piętra. Wypolerowana posadzka odbijała światło padające z przeszklonego sufitu. Po obu stronach znajdowały się półkoliste schody prowadzące na wyższe piętra. Po lewej, na ścianie, wisiała tablica z mapą całej akademii i najważniejszymi punktami, gdzie co można znaleźć. W tle panował lekki gwar młodych studentów, którzy przechodzili z jednej sali do drugiej na kolejne zajęcia.
Orchidea stała w miejscu skupiona - Ciekawe jak wygląda ich nauka. – myślała rozglądając się dookoła starając wychwycić aury odpowiadające poszczególnym osobom. Kosztowało ją to wiele wysiłku.
-Meow
- Może najpierw zerkniemy na mapę? – Nath zwrócił się do kruka ze specyficznym uśmiechem - Zanim gdziekolwiek się udasz.
Ten postawiony na baczność podreptał grzecznie pod mapę i zaczął się w nią wpatrywać.
- Ej?  Wy też to słyszeliście? – Nathaniel zaczął się rozglądać dookoła, a i kruk rozejrzał się niepewnie.
- Kot?  - Orchidea zwróciła twarz w stronę źródła miauknięcia, czując energię bardzo podobną do Demachosowej. - Trochę jakby Demachos... albo Magziel... ale to na pewno nie oni.
-Tak, to kot. Czarny. – opisał jej sytuację Quin, który również odwrócił głowę.
-Witaj kocie! Mógłbyś nam pomoc w pewnym problemie? – kruk zwrócił się z błyskiem w oczach do przybysza.
- Cześć kocie – Rzucił Nath przyzwyczajony do Demachosa, nawet nie zastanawiając się czy przypadkiem nie jest to zwykły, niegadający zwierzak.
-Mreow – kot machnął ogonem przyglądając się im- Witam…purrr….hmmm Cóż, wycieczki oprowadzam w poniedziałki…hihi
- A jaki dzisiaj mamy dzień, jeśli wolno spytać? – zagadnął Nath.
-A co porabiasz w inne dni tygodnia? – w tym samym czasie zapytał Krrrater - Czy dzisiaj jest być może dzień, w którym udzielasz informacji na temat nastroju kadry tej pięknej Akademii?
- W poniedziałki oprowadzam wycieczki, we wtorki wygrzewam się na słońcu, w środy pilnuję studentów, a w resztę dni tygodnia mam wolne – kot przysiadł sobie i obrzucił spojrzeniem kolorową gromadkę - ooooooh a to ciekawe… Może jest możliwość, że zmienię swój napięty grafik...
- Kot przewodnik, uroczo. Hmm, jaką masz stawkę za wygrzewanie się na słońcu?
- Cała miska jedzenia wieczorem …hihi
Orchidea zaśmiała się na pytanie Quina, ale dodała uśmiechając się miło - Bylibyśmy wdzięczni za pomoc i wskazówki.
- Ciekawiłoby nas, w jakim nastroju jest dzisiaj szanowny rektor Suspiria – dociekał Krrrater.
- I czy jest to nastrój pozwalający na miłą pogawędkę z takimi podróżnymi jak my? – przyszedł mu z pomocą Nath.
Mino, bo tak w rzeczywistości miał na imię kot,  przechylił głowę na bok i zwrócił się do duetu:
- Cóż, sprawdzał dzisiaj poprawki i trochę go załamał poziom co po niektórych studentów, więc myślę, że tak w skali od 1 do 10, dzisiaj jego kiepski humor oscyluje koło 5. – kocur wstał - Ale zazwyczaj jest koło 9 więc możecie uznać to za dobry dzień uvu
- Czyli jest dla nas nadzieja – Nathaniel odetchnął z ulgą - Wydajesz się miłym kotem, może chciałbyś dotrzymać nam towarzystwa? O ile twój plan nie jest zbyt napięty?
- Nie chcielibyśmy przeszkadzać panu rektorowi, ani zająć mu zbyt wiele czasu, ale mamy pewien problem, w którym tylko on może nam pomóc – ciągnął dalej Krrrater.
Mino zastanowił się - Mmmm może znajdę chwilę. Lubię dotrzymywać Rektorowi towarzystwa jak ma gości – zawinął się i podreptał w stronę schodów. Po chwili odwrócił się machając płynnie ogonem - Idziecie...?
- Będzie nam bardzo miło – odpowiedzieli i ruszyli za nim zbliżając się do schodów.
-Mogę Cię wziąć na ręce. – Quin zwrócił się do Orchidei.
Nathaniel odwrócił się do niego - Quin, prawda? Dasz sobie radę z Orchideą?
-To nie będzie konieczne. – dziewczyna ucięła ich obawy, wzięła kilka głębszych oddechów i odszukała po omacku poręczy, ruszając powoli schodami na górę. Quin, żałując, że nie skorzystała z jego propozycji, wsparł ją swoim ramieniem.
-Jeszcze trochę Storczyku, idziemy na trzecie piętro – podzielił się informacją wyczytaną z mapy kruk.
Orchidea uśmiechnęła się w stronę dźwięku - po prostu... tutaj nie widzę kompletnie żadnych sensownych kształtów. To fascynujące, że wszędzie są przeplatające się plamy energii, ale zarazem strasznie kłopotliwe...
Idący przed dziewczyna Nath zamyślił się - Może powinniśmy przy okazji poszukać sposobu na czasowe przytłumienie tych wszystkich bodźców. W tak ogromnej bibliotece powinni chyba mieć coś na ten temat?
-Hmm, a nie możesz tego wyłączyć tak jakby? Tak jakby zamknąć oczy, którymi to widzisz? – dopytywał się Quin. Kruk odezwał się do Natha - Może jej założymy cylinder wytłumiający?
- A mamy taki?
-Myślicie, że to pomoże?
- Nie wiem, ale spróbować można.
Kiedy oni zajęci byli problemem nadmiaru magicznej energii Mino kicając po schodach na 3 piętro cieszył się, jak to w zwyczaju ma ten gatunek, na nową drakę mrucząc pod nosem - Rektor ma gościii, wohohoho będzie fajnie. – następnie zwrócił się do towarzystwa na głos - Pan rektor ma wytłumiony gabinet, żeby się skupiać na pracy.
Orchidea odetchnęła z ulgą - całe szczęście, bo zaraz chyba zwymiotuję tęczą od tych barw...
Studenci, których mijali tylko się oglądali za gromadką, nowi uczniowie? Goście? Podróżni? Cóż, taki widok był dla nich nietypowy. Natomiast na trzecim piętrze panowała kompletna cisza. Młodzi, którzy siedzieli na korytarzach, milczeli, a słysząc głosy podnieśli głowy w stronę drużyny.
-Ten dyrektor musi być dość srogi. Taka cisza wkoło. – zauważył Quin, gdy dotarli na górę.
Krrrater widząc, że wszyscy za nimi spoglądają, zniżył głos do szeptu – mam swój filcowy – ciągnął dalej temat cylindra wytłumiającego.
Nath również ściszył lekko głos zauważając zmianę, jaka zaszła w otoczeniu - Nie jestem pewien czy to zadziała kruku.
Orchidea również ściszyła ton zwracając się do Quina - może ceni sobie po prostu spokój?
-PANIE REKTORZEEEEEE MA PAN GOŚCI – Mino nic nie ściszał, tylko radośnie rozdarł się na cały korytarz
Studenci słysząc kota szybko zabrali swoje torby i przenieśli się na inne piętro.
- A może nie…
- Kotom wszystko wolno. – westchnął Quin
Nagle rozległ się trzask drzwi z końca korytarza. Przyjaciele zamarli nerwowo.
-MINO ILE RAZY CI POWTARZAŁEM, ŻE MASZ NIE JAZGOTAĆ NA CAŁY BUDYNEK. – rektor wyszedł z gabinetu.
- ovo – Mino niezrażony mach mach machał ogonem -Goście do pana owo, widać u Chesirów to wspólna cecha, że dyrektorowie ich nie znoszą.
-Ddddzień Dobry – odezwał się zdenerwowany Krrrater, niestety zdenerwowanie podsycane adrenaliną zawsze kończyło się u niego trudnym do powstrzymania słowotokiem. Na szczęście jeszcze nie zdążył się rozkręcić.
- Przepraszamy, iż zakłócamy pana spokój. – Orchidea skłoniła się nieznacznie i grzecznie, równocześnie przełykając ślinę.
- Dzień dobry szanowny panie rektorze – ukłonił się Nathaniel.
Quin wyprostował się niczym struna i równym krokiem niczym samuraj wszedł do gabinetu, po czym odwrócił się na pięcie.
- Witam -wykonał niski ukłon, nie odrywając wzroku od rektora.
Orchidea nie wiedzieć czemu poczuła niepokój, a Nathowi ścierpła skóra.
Rektor przeciągnął dłonią po twarzy stojąc przed gabinetem i spojrzał na bandę oszołomów
-… Mino. Kim są ci ludzie...
Quin zdał sobie sprawę, że trochę się wygłupił, ale nadal stał sztywno. Nathowi zaświtała myśl, że rektor wygląda jak żywy Dyr… trochę…
- O właśnie to są ci ludzie. Jak widać, jedna kobieta i trzech przedstawicieli płci męskiej - odpowiedział kot.
Kruk wyrwał się do przodu.
-Przyszliśmy do szanownego pana w sprawie możliwości skorzystania ze wspaniałej biblioteki tej uczelni. Czy moglibyśmy dostać pozwolenie na skorzystanie z księgozbioru?
- ...
-Nie jesteśmy w prawdzie studentami tej szanownej uczelni...
Nath dopiero w tym momencie zareagował - Może powinniśmy najpierw się przedstawić -szturchnął delikatnie kruka. Orchidea też pomyślała „kruczku, nie tak prosto z mostu, bo nas wyrzuci”
-Tak. Na pewno dam pozwolenie obcym ludziom, którzy właśnie tu przyszli. - brew rektora wyraźnie drgała.
- Fakt. Najważniejsze to się przedstawić. QuinSei, miło poznać.
- Nazywam się Nathaniel Worter i niezmiernie mi miło pana poznać. Niech pan wybaczy zachowanie mojego towarzysza, nieczęsto bywa w tak wspaniałych, światowej klasy miejscach (w myślach za to powtarzał: cojarobięcojarobięcojarobię)
Orchidea wyszła lekko do przodu i skłoniła delikatnie głowę - przepraszamy za bezpośredniość naszego towarzysza, proszę jego brakiem spokoju obarczyć młody wiek.
-Ja jestem Kruk Krrrater. słyszeliśmy wiele o tym, jaką Akademia Magii posiada wspaniałą bibliotekę i podejrzewam, że tylko tutaj możemy rozwiązać nasz problem związany z poszukiwaniem wiedzy – kruk zdawał się nie słyszeć swoich towarzyszy.
Rektor wyprostował się, lustrując każdego po kolei, a potem wzrok skierował na Mino, że dlaczego w ogóle kogokolwiek tu przyprowadził. Poprawił okulary na nosie.
- Anthony Suspiria, rektor Akademii Magów. – a w myślach dodał „ta, wpadają i od razu chcą do biblioteki wleźć z buciorami, mhm”- To może się podzielicie, po jaką wiedzę tutaj przyszliście, hm? -wskazał ręką na swój gabinet by weszli.
Misja specjalna cz1
Misja specjalna - czyli o tym jak przegraliśmy życie, ale wygraliśmy życie
Nath by :iconakira789: Orchidea by :iconkawaiijumi:  QuinSei by :iconjarasz: Rektor by  :icondixfirebone:  Mino by  :iconpunki123: no i Krrrater by :iconkrrrater:

cd. cz 2 >
Loading...
Karta Postaci   Kruk 3 by Krrrater
Karta Postaci Kruk 3

Imię i nazwisko: Krrrater Crow
Płeć: samiec
Wiek: 20 lat
Urodziny: tak naprawdę wykluł się z jajka gdzieś w kwietniu, ale znaleziony przez Natha w maju razem z nim obchodzi urodziny 17 maja (bo tak postanowił Nath)
Wzrost: 65 cm w ludzkiej postaci / 45 cm jako kruk / 26 cm kiedy siada jako kruk Nathanielowi na ramieniu i podlega działaniu zrośniętego z nim czaru zmniejszającego
Oczy: czarne
Rasa: kruk
Klasa:  uczony
Umiejętności (maksymalnie trzy): zmienia postać z kruka na niedużego człowieczka, porozumiewa się ze zwierzętami
Opis postaci: Krrrater został znaleziony przez Nathaniela Wortera krótko po wykluciu się z jajka i od tego czasu był jego towarzyszem. Kiedy Krrrater był jeszcze mały Nath zaczął na niego rzucać 2 stare, wygrzebane w bibliotece zaklęcia – jedno, aby rozumieli go ludzie i drugie – zmniejszające. Wielokrotność rzucania tych zaklęć i ich specyficzna formuła spowodowały, że splotły się na stałe z krukiem, czyniąc go podatnym na taki rodzaj magii. Wspomożony zaklęciem (i własną inteligencją jak twierdzi Krrrater) kruk nauczył się mówić w ludzkim języku, czytać (co stało się jego ulubioną rozrywką) a nawet nieco niezdarnie pisać (pisanie szponem balansując jednocześnie na drugiej nodze nie należy do najłatwiejszych). Kiedy Nath postanowił kształcić się na maga razem z nim przybył do Fantasme i zamieszkał w Milzis włócząc się po całym miasteczku, w czasie gdy adept magii chodził na zajęcia (jego przygody w folderze). Ponieważ z natury jest ciekawy świata często przysłuchiwał się różnym zajęciom siedząc na parapecie i żałując że sam nie może chodzić do szkoły. W wyniku testowania przez Natha wygrzebanego w bibliotece stareńkiego zaklęcia z transformacji udało mu się przybrać ludzką formę, która może utrzymać przez parę godzin – potem musi odpocząć. Zaklęcie wpasowało się w strukturę dwóch zaklęć wcześniej splecionych z krukiem , dlatego teraz wystarczy prosta formułka, po wymówieniu której Kratter może zmienić postać i pozostać w niej tak długo, dopóki utrzymuje odpowiedni poziom przepływu energii.
Opis broni/akcesoriów:
Bullet; OrangeCylinder – niezwykle przydatny do noszenia różnych przedmiotów, kiedy nie posiada się kieszeni
Bullet; OrangeFiliżanka (znaleziona na plaży w Fantasme)
Bullet; OrangeTrybik na dewizce (elegancki i nadający się do testowania czarów na amulety)
Bullet; OrangeTrochę sponiewierany ochraniacz bojowy z przyczepionym przez Natha herbem Milzis
Bullet; OrangeZegarek na szerokim skórzanym pasku zajmującym mu niemal całe przedramię, który podarował mu po przemianie Nath, żeby w razie czego nie spóźniał się na zajęcia.
Bullet; OrangeSłoik po konfiturach pigwowych roboty Babci Malwan
Bullet; OrangeKsiążka z zaklęciami (łatwymi - powiedzmy że "wypożyczona" z biblioteki Esfinge)
Bullet; OrangeGolem znaleziony przez Johna, którego kruk postanowił wziąć ze sobą na wszelki wypadek

Umiejętności dodatkowe:
Bullet; GreenTworzenie pułapek (I) (C)
Bullet; GreenRytualizm (B)

Statystyki:
Bullet; YellowSiła - 1
Bullet; YellowInteligencja - 8+2 (klasa) +2 (wrota) +1 (poziom C) +2 (mosty)+2(maszyna) +1 (poziom B) =18
Bullet; YellowZręczność -3+1 (poziom B)= 4
Bullet; YellowSzybkość - 3+2 (w potrzasku) =5
Bullet; YellowWytrzymałość - 2 +1 (klasa) +1 (poziom C)+2 (w potrzasku) +1 (poziom B) = 7
Bullet; YellowSzczęście -3 + 1 (na ratunek)+1 (poziom B) = 5

Przedmioty obowiązkowe:
Bullet; GreenAlchemia
Bullet; GreenHistoria magii
Bullet; GreenSztuka
Bullet; GreenWiedza o wymiarach
Bullet; GreenJęzyk runiczny
Bullet; GreenBiologia
Przedmioty dodatkowe:
Bullet; GreenMagia lecznicza
Bullet; GreenBiała magia
Bullet; GreenEliksiry
Bullet; GreenInżynieria
Punkty: 315 pkt
Bullet; Red 5 pkt kamienica
Bullet; Red 5 pkt prezent od Demachosa
Bullet; Red 25 pkt Zima na Pustyni
Bullet; Red 35 pkt Na ratunek Almy
Bullet; Red 19 pkt Tajemnicze Wrota
Bullet; Red 131 pkt fanarty
Bullet; Red 15 pkt Expression Meme
Bullet; Red 20 pkt Mosty
Bullet; Red 20 pkt Maszyna do opowiadania bajek
Bullet; Red 50 pkt w potrzasku

Loading...
Kruk postanowił podjąć wyzwanie Actimela - co z tego wyniknie to się okaże, tylko nie bijcie kruka i bądźcie dla niego wyrozumiali...

AdCast - Ads from the Community

Comments


Add a Comment:
 
:iconvampire-of-shade:
Vampire-of-shade Featured By Owner Dec 14, 2013
i1.kwejk.pl/site_media/obrazki… No o kim mogłam pomyśleć w pierwszej chwili? ;)
Reply
:iconkrrrater:
Krrrater Featured By Owner Dec 14, 2013
:) a co? kruki garną się do wiedzy
Reply
:iconkruczka:
Kruczka Featured By Owner Sep 21, 2013  Hobbyist Traditional Artist
Wszystkiego najlepszego! :D
Reply
:iconkrrrater:
Krrrater Featured By Owner Sep 21, 2013
a dziękuję :)
Reply
:iconakira789:
akira789 Featured By Owner Jan 29, 2013  Hobbyist General Artist
Dostajesz taga [link]
(możesz zrobić krrraterem >u> )
Reply
:iconakira789:
akira789 Featured By Owner Oct 1, 2012  Hobbyist General Artist
Tag :) [link]
Reply
:iconakira789:
akira789 Featured By Owner Aug 27, 2012  Hobbyist General Artist
za fava dziękuję.....i możesz sobie ustawić jako ID jak chcesz =u=
deviantART muro drawing Comment Drawing
Reply
:iconszarosen:
szarosen Featured By Owner Aug 18, 2012  Hobbyist Digital Artist
chcę komiks jak krater spotyka pchlarza (bestianowego wilka) ;_____; dało by się zrobić? *vvv*

(jestem skrytą fanką kratera tak btw >w< <3 )
Reply
:iconkrrrater:
Krrrater Featured By Owner Aug 18, 2012
kruk troche się boi większych stworzeń, ale pewnie się w końcu spotkają :)
Reply
:iconszarosen:
szarosen Featured By Owner Aug 18, 2012  Hobbyist Digital Artist
<3
Reply
Add a Comment: